Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Żargon lewicy w Sejmie

Czy motywowane ideologią odgórne zmiany w języku staną się trwałym elementem sejmowych dokumentów?  

Sprawa tzw. żeńskich końcówek wyrazów stanie się jednym z tematów najbliższego posiedzenia Prezydium Sejmu. Wczoraj odbyło się spotkanie marszałek Elżbiety Witek z posłami Lewicy. Domagają się używania form żeńskich, m.in. takich wyrazów, jak poseł czy parlamentarzysta. Postulują, aby na drukach sejmowych i tabliczkach na sali plenarnej Sejmu słowo „poseł” zostało zastąpione słowem „posłanka”.

– W polskim parlamencie należy stosować tylko te normy, które odpowiadają zasadom języka polskiego. Jest to budynek o charakterze publicznym, a zarazem jeden z naczelnych organów władzy. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy funkcjonowanie państwa uzależniali od subiektywnych odczuć tej czy innej grupy, a przy tym kaleczyli naszą tradycję i kulturę. O czym warto pamiętać, obowiązująca Konstytucja nazywa parlamentarzystów posłami i senatorami, innej możliwości nie ma – mówi „Naszemu Dziennikowi” Jan Maria Jackowski, senator Prawa i Sprawiedliwości. Jak dodaje, żądania feministek z Lewicy są próbą wykorzystania języka do propagowania ideologii.

Z niepokojem na to zjawisko patrzy dr Hanna Karp, medioznawca z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. – Niestety, ale jest to próba wprzęgnięcia języka w służbę ideologii. Każdy ma własną strukturę i specyfikę. Tworzenie na siłę żeńskich końcówek sprawdza się np. w języku niemieckim, ale już w polskim przynosi efekty groteskowe. Nie rozpatruję jednak tego postulatu Lewicy w kategoriach żartu, bo tego typu eksperymentowanie na żywym języku przynosi czystą destrukcję. Kaleczy ojczystą mowę i deformuje ją. Mówiąc poważnie, są to działania bardzo szkodliwe i niedopuszczalne – zwraca uwagę w rozmowie z nami dr Karp. 

Po wczorajszej rozmowie z marszałek Elżbietą Witek feministki nie kryły zadowolenia. – Wydaje się, że jest bardzo duża szansa na to, że ta sprawa zostanie pozytywnie rozwiązana. Stanie ona na najbliższym Prezydium Sejmu i liczymy na to, że całe Prezydium przychyli się do naszego wniosku, żebyśmy mogły używać na wniosek posłanek, które sobie tego życzą, form żeńskich – powiedziała Wanda Nowicka. Jak tłumaczyła, nazywanie ich „posłami” sprawia, że czują się dyskryminowane i „w jakiś sposób wykluczone”. Według ich relacji, spotkanie z marszałek Sejmu dotyczyło zbadania wprowadzenia żeńskich końcówek wyrazów pod kątem polonistycznym, językoznawczym, historycznym i prawnym.

Takimi działaniami próbuje się przyzwyczajać społeczeństwo do zachowań propagowanych przez lewicowe środowiska. – To bardzo niepokojące. Język służy komunikowaniu, ma ten proces ułatwiać. Zamiast tego obserwujemy zabawy z mową, wiodące w stronę czystej destrukcji przypominającej okres dadaizmu z początków XX wieku. Julian Przyboś mówił, że poematy dadaistyczne mogłaby wybierać i składać papuga kataryniarza. I to w tę stronę prowadzi – zauważyła dr Hanna Karp.

Źródło: naszdziennki.pl