Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Konrad Kołodziejski o zarobkach w NBP: Spodziewam się reakcji prezesa PiS

 Glapiński potroił pensję Martynie Wojciechowskiej
Autor: Piotr Guzik / Forum

Publicysta „Sieci” Konrad Kołodziejski komentuje polityczne konsekwencje kontrowersji wokół zarobków w NBP.

„Super Express”: – Wczorajsza konferencja NBP w sprawie zarobków w banku nie rozwiała żadnych wątpliwości. Nawet Beata Mazurek mówiła, że jest nią nieusatysfakcjonowana. Myśli pan, że cierpliwość PiS do prezesa Glapińskiego się wyczerpuje?
Konrad Kołodziejski: – Z pewnością dzisiejsza konferencja nie zakończyła tematu zarobków w NBP. Wewnątrz obozu PiS jest wiele osób, które są zaniepokojone tą sytuacją. Senator Jan Maria Jackowski skierował przecież oficjalne pytanie do prezesa NBP w tej sprawie, na które dotąd nie otrzymał odpowiedzi. Również prezydent Andrzej Duda wypowiadał się krytycznie. Warto też przypomnieć, że rok temu wstępny projekt ustawy dotyczącej przejrzystości życia publicznego zgłaszali Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. Z pewnością jest więc w PiS silna presja na szybkie wyjaśnienie tej sprawy.

– Pytanie, czy jeśli z sondaży wyjdzie, że ta sprawa szkodzi partii, a Adam Glapiński nie pomaga uciszyć sprawy, Jarosław Kaczyński będzie przekonywał pana prezesa, żeby ten po dobroci odszedł? Tak jak po dobroci odszedł szef KNF?
– Ja nawet nie wiem, czy ktoś będzie uciszał sprawę. PiS jest przecież partią, która przejrzystość i uczciwość władzy ma wypisaną na sztandarach. I – co trzeba docenić – bardzo pilnuje tych standardów w swoich szeregach. Wcześniejsze sprawy Misiewicza i zamieszanie wokół KNF, to były raczej wyjątki od reguły, zresztą w obu tych przypadkach mieliśmy do czynienia z twardą reakcją Jarosława Kaczyńskiego. Więc i teraz spodziewałbym się jakiejś odpowiedzi ze strony prezesa PiS i wywrócenia stolika. Punktem wyjścia może być tutaj projekt ustawy w sprawie jawności zarobków w NBP przygotowany przez PO. Myślę, że PiS jest tu gotów pójść za ciosem i przejąć inicjatywę, radykalnie zaostrzając standardy.
– Czy ewentualnie Adam Glapiński byłby skłonny dla dobra PiS odejść ze stanowiska?
– Adam Glapiński tłumaczy – i ja z zainteresowaniem przyjąłem tę argumentację – że nagonka na niego rozpoczęła się wraz z zamieszaniem wokół KNF, a podłoże tej nagonki ma związek z nasilającą się presją na wejście przez Polskę do strefy euro, co z kolei ma utrwalić polityczną i ekonomiczną zależność Polski od rdzenia Unii. Dymisja prezesa NBP i rozpoczęcie dziś wojny wokół powołania jego następcy są więc z tego punktu widzenia bardzo ryzykowne. Inna rzecz, że ja kompletnie nie rozumiem, jak w takiej sytuacji można było dopuścić do niejasności w sprawie zarobków w NBP. To zbyt newralgiczna instytucja, aby wokół niej było tyle zamieszania. Tu nie chodzi o dobro PiS, tę kwestię należy bowiem rozpatrywać w kategoriach państwowych. I zapewne one o wszystkim zdecydują.
– Pana zdaniem, swoje do powiedzenia może mieć tu Mateusz Morawiecki, który jak wiadomo za Glapińskiego umierać nie będzie i chętniej widziałby w NBP swojego człowieka?
– Mateusz Morawiecki milczy. Mam nadzieję, że milczy dlatego, że nie postrzega sprawy w kategoriach roszad personalnych i wie, że wymaga ona głębszych rozwiązań systemowych. Sądzę też, że premier ma wystarczająco dużą wiedzę, aby widzieć całą awanturę w nieco szerszym kontekście niż tylko poprzez domniemane, skandaliczne zarobki dwóch pań z otoczenia prezesa NBP.
Rozmawiał Tomasz Walczak

Źródło: se.pl