Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Czarnecki broni szefa NBP. Tymczasem inny polityk PiS zadaje Glapińskiemu kłopotliwe pytania

 Siedziba NBP

Dwóch polityków PiS i dwa różne podejścia do sprawy zarobków współpracownic prezesa NBP Adama Glapińskiego. Według Ryszarda Czarneckiego, takich pensji, o których pisała „Gazeta Wyborcza” nie ma. Jan Maria Jackowski natomiast publikuje oświadczenie, w którym zadaje prezesowi NBP dwa pytania, bulwersujące jego wyborców.

Jarosław Kaczyński dotrzymał słowa: zarobki w spółkach Skarbu Państwa zostały ograniczone. Dotyczy to każdej spółki. Ale NBP nie jest przecież spółką Skarbu Państwa. Tam prezesi zarabiają tak samo jak za prezesa Marka Belki, który był poprzednikiem prezesa Glapińskiego. To samo dotyczy dyrektorów i pracowników tej instytucji. A zarobki w NBP należy porównywać z pensjami w innych bankach: w wielu są one wyższe niż w NBP – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Ryszard Czarnecki.

Nikt w banku tak nie zarabia. Opieram się na oficjalnych danych NBP – stwierdza stanowczo.

Tymczasem senator PiSJan Maria Jackowski, opublikował na swojej stronie „Oświadczenie do Prezesa Narodowego Banku Polskiego”, w którym zadaje Adamowi Glapińskiemu dwa pytania. Zdaniem senatora, kwestia zarobków współpracowniczek prezesa NBP, zbulwersowała jego wyborców.

1. Czy prawda jest, że jedna z współpracowniczek Pana Prezesa zarabia 65 tysięcy zł. Miesięcznie. Jeżeli nie jest to prawdą, to jakie zarobki miesięcznie z uwzględnieniem wszystkich pochodnych osiąga ta osoba w NBP.
2. Jaki jest zakres obowiązków wzmiankowanej współpracowniczki i jakie posiada kwalifikacje merytoryczne by realizować te zadania.

Tyszka: To jest absolutnie nieakceptowalne. To „koryto plus”

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz’15) odnosząc się w poniedziałek w TOK FM do doniesień o wynagrodzeniach współpracowników prezesa NBP powiedział, że „jest to skandaliczna sytuacja”. – Myślę, że PiS za to bardzo dużo zapłaci. Dominujące pensje wynoszą w Polsce ok. 2,5 tys. zł według danych GUS, a znajomej prezesa NBP dają przynajmniej 65 tys. zł miesięczne. To jest absolutnie nieakceptowalne. To „koryto plus” – zaznaczył.

Tyszka przypomniał, że PiS obiecywało przed wyborami parlamentarnymi, że „kraść nie będą”. „Tymczasem okazuje się, że robią dokładnie to samo, a pod niektórymi względami nawet bardziej niż ich poprzednicy” – podkreślił.

Jako obywatel oczekuję jawności wynagrodzeń w NBP; ludzie mają święte prawowiedzieć, ile płacą pracownikom – oświadczył.

Wicemarszałek Sejmu zwrócił też uwagę, że łączna miesięczna pensja Wojciechowskiej może wynosić nawet 80 tys. zł. „To więcej niż prezydent Polski i prezydenci wielu innych państw” – wskazał.

Sytuacja powinna być wyjaśniona

Szef KSRM Jacek Sasin, pytany o medialne doniesienia ws. wysokich zarobków w NBP podkreślił, że ani rząd, ani PiS nie ma wpływu na to, w jaki sposób zarządzany jest NBP.

Nie wiem, na ile prawdziwe są te doniesienia medialne, mamy pewien rozdźwięk między tym, co słyszmy w mediach a tym, co jest oficjalnym stanowiskiem Narodowego Banku Polskiego – wskazał Sasin. Dopytywany, czy ta sytuacja powinna być wyjaśniona, Sasin odpowiedział twierdząco.

Myślę, że (sprawa) powinna być wyjaśniona. Jednak powinien być zachowany pewien standard poziomu zarobków. To nie może być tak, że są osoby, które – może odgrywają ważną rolę, ale jednak urzędniczą – zarabiałyby tak wielkie pieniądze, jak słyszymy w doniesieniach medialnych. I na pewno musi to dużą część Polaków bulwersować. Dobrze by było, gdyby w żadnej instytucji publicznej nie dochodziło do tego typu sytuacji, które bulwersują tak obywateli. Dobrze by było, gdyby tę sprawę rzeczywiście wyjaśnić – podkreślił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Pod koniec grudnia „Gazeta Wyborcza” napisała o dwóch współpracownicach prezesa NBP Adama Glapińskiego – szefowej departamentu komunikacji i promocji Martynie Wojciechowskiej oraz dyrektorce gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Ujawniono wówczas, że zarobki Martyny Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł, czemu sam bank zaprzeczył.

„Według naszych informacji awans dyrektorski dostała w sierpniu 2016 r. Porównując jej oświadczenia majątkowe sprzed awansu i po nim, oszacowaliśmy, że po podwyżce w sierpniu zarabia ok. 65 tys. miesięcznie wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami. Dla porównania – były prezes NBP Marek Belka dostawał w sumie ok. 57 tys. zł miesięcznie” – napisała „GW”. Według najnowszych doniesień medialnych pensja Wojciechowskiej wynosić może nawet ok. 80 tys. zł miesięcznie.

Źródło: dziennik.pl