Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Podsumowanie 2018 roku

O kończącym się roku można powiedzieć tylko jedno. Było źle i z każdym miesiącem coraz gorzej. Od początku objęcia steru rządów przez premiera Mateusza Morawieckiego trwa nieustająca seria katastrof i wizerunkowych wpadek ekipy rządzącej. Podejmowane są coraz gorsze decyzje i rząd coraz bardziej pogrąża się praktycznie w każdym obszarze swojej aktywności. Piszemy to bez żadnej satysfakcji, wręcz z poczuciem dużego zawodu, gdyż liczyliśmy, że rząd PiS odbuduje podmiotowość naszego państwa oraz wzmocni partycypację społeczną w procesach decyzyjnych. Niestety, przez ostatni rok wizerunek Polski osłabł tak bardzo, że wiele osób zaczyna zadawać sobie pytanie: jak długo jeszcze będziemy dostawać batem po plecach od Berlina, Komisji Europejskiej, no i od naszych „przyjaciół” zza Wielkiej Wody, tych większych i tych mniejszych.

Ten wpis może się wydawać bardzo krytyczny, ale przyjęliśmy w redakcji zasadę, że piszemy, co myślimy, bez owijania w bawełnę. Nie jest naszą intencją obrażanie rządu, ministrów, posłów czy też sympatyków, tak z koalicji rządzącej, jak i z opozycji, ale uczciwe podejście do spraw nas interesujących. Można się z nami nie zgadzać, nawet nas nie lubić, ale piszemy o tych nieszczęsnych wiatrakach, OZE, globalnym ociepleniu czy polityce klimatyczno-energetycznej z poczuciem troski o Polskę i polskie społeczeństwo, które poddawane jest nieludzkiemu eksperymentowi na życiu i zdrowiu w imię chciwości. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, gdyż tak właśnie trzeba: „A wasza mowa niech będzie: Tak, tak; nie, nie; a co nadto więcej, jest od złego.” (Mt 5, 37).

Polityka nie jest zajęciem dla estetów i pięknoduchów, dlatego też oczekujemy od rządzących w zasadzie tylko jednej rzeczy – twardej walki o dobro i pomyślność obywateli. Tylko tyle i aż tyle. Z tego punktu widzenia rząd ma obowiązek dbać o narodowe interesy lepiej niż o własne osobiste. Czy tak się dzieje? Niestety nie i widać to na każdym kroku. Powstaje pytanie, z czego to wszystko wynika. Czy jest to efekt braku wiedzy lub pomysłów? Czy jest to brak samodzielności w podejmowaniu decyzji? Czy efekt nadaktywności niektórych ambasadorów obcych państw? A może mamy do czynienia z czymś jeszcze gorszym?

Faktem jest, że mechanizmy rządowego procesu decyzyjnego są tak nieprzejrzyste, iż odnosimy wrażenie, że nawet członkowie rządu często nie bardzo się orientują, jakie są aktualne wytyczne i skąd one płyną. Teoretycznie o wszystkim decyduje premier i jego zaplecze zgromadzone w Kancelarii premiera. W praktyce wygląda to tak, że kluczowe decyzje podejmowane są przez wąski partyjny sztab znajdujący się przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Zgodnie zresztą z zasadą, że: „Rząd rządzi, partia kieruje” ukutą jeszcze w okresie PRL.

Teraz garść przykładów dla zobrazowania powyższej tezy. Można je nazwać „słynnymi porażkami”, gdyż mimo zręcznej retoryki obnażyły one dużą słabość rządów Prawa i Sprawiedliwości.

– wycofanie się z reformy sądownictwa i przywrócenie na poprzednio zajmowane stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. Nacisk Komisji Europejskiej oraz Trybunału Sprawiedliwości UE okazał się być bardzo skuteczny, mimo braku podstaw prawnych do decydowania o organizacji wymiaru sprawiedliwości przez instytucje europejskie;

– brak jakiejkolwiek polityki imigracyjnej, która chroniłaby Polskę przed zalewem legalnej i nielegalnej imigracji z krajów postsowieckich, afrykańskich czy muzułmańskich. Rząd idzie na rękę wyłącznie pracodawcom, którzy domagają się osób do pracy i w efekcie sprowadzani są do pracy w Polsce cudzoziemcy z krajów azjatyckich, którzy są bez szans na asymilację nawet w trzecim pokoleniu. Warto samemu sprawdzić oficjalne liczby imigrantów na rządowym portalu www.migracje.gov.pl, by przekonać się, że żarty się skończyły. Do tego należy dołożyć jeszcze nieznaną liczbę nielegalnych imigrantów w Polsce, którzy przybywają z krajów Unii, by zdać sobie sprawę ze skali całego zjawiska oraz z … bezradności rządu w tej sprawie;

– zerwanie porozumienia ze stroną społeczną w sprawie zakazu ekspansji wiatraków w Polsce. W listopadzie 2018 r., prezes URE przeprowadził aukcje na wiatraki, w efekcie których w następnym roku powstanie na lądzie kilkanaście nowych farm wiatrowych. Jest to efekt uchwalenia zmian w przepisach ustawy o OZE i ustawy odległościowej, które przedłużyły ważność pozwoleń na budowę dla wiatraków wydanych jeszcze przed 16 lipca 2016 r. Do tej pory rząd nie wytłumaczył się społeczeństwu z tej radykalnej zmiany podejścia do wiatraków. Co więcej, widać, że zostało zawarte jakieś ciche porozumienie z lobby wiatrakowym, które wręcz oczekuje dalszej ekspansji w Polsce i domaga się kolejnych aukcji na nowe inwestycje. W tej sprawie rząd się kompletnie pogubił i mimo, że ma solidne argumenty w ręku, przy pomocy których może spokojnie i naukowo podważać wszystkie dogmaty religii klimatycznej opartej o magiczną rolę dwutlenku węgla w kształtowaniu się klimatu, to wybrał oportunizm. Broni polskiej energetyki konwencjonalnej oraz górnictwa niemrawo i bez entuzjazmu. Nie robi nic, by wycofać się z Porozumienia paryskiego, jak USA i wynegocjować wyjątki od polityki klimatyczno-energetycznej. Jak gdyby nic zaczął płacić rekiet lobby wiatrakowemu;

– wycofanie się z nowelizacji ustawy o IPN, która kryminalizowała pomawianie narodu polskiego o zbrodnie popełniane przez Niemców i ich sojuszników w trakcie II Wojny Światowej. Sposób, w jaki odbyło się procedowanie tej zmiany oraz okoliczności, które im towarzyszyły (negocjacje za granicą w placówkach obcych państw), bardziej niż cokolwiek innego obnażyły słabość rządu i podatność na manipulacje oraz wpływy obcych państw. W tle tej zmiany jest jeszcze uchwalona w 2018 r. amerykańska ustawa nr 447 poświęcona sprawom zaspokojenia roszczeń do majątku pozostawionego przez Żydów w wyniku działań w trakcie II Wojny Światowej, która może mieć znaczenie w dalszych relacjach USA – Izrael – Polska;

– niezwykle kłopotliwą sprawą, która już waży na wizerunku rządu jest kwestia podwyżek cen energii. Problemem nie są oczywiście same podwyżki, gdyż cena energii rośnie rok w rok, ale ich skala sięgająca często kilkudziesięciu procent (nawet do 70% rok do roku). Reakcja rządu była spóźniona o wiele miesięcy, gdyż wiele podmiotów, w tym przedsiębiorcy oraz samorządy lokalne, już zawarło umowy na dostawę energii na 2019 r. na nowych warunkach finansowych. Premier Morawiecki ogłosił co prawa w Sejmie, że żadnych podwyżek cen energii nie będzie, ale wprowadzenie w życie takiego pomysłu będzie niezwykle trudne. Zaproponowano na razie obniżenie akcyzy na energię o 15 zł oraz wstrzymano procedowanie nowych taryf dla konsumentów energii (taryfa G11), ale ceny dla przedsiębiorców regulowane są przez rynek i tutaj rząd może co najwyżej interweniować politycznie, wymuszając na zarządach spółek energetycznych zamrożenie cen energii. Niestety, odbije się to znacząco na wynikach finansowych tych spółek, wpędzając je w solidne problemy finansowe. Zadziała to na krótką metę, ale potem, niestety, problem podwyżek cen energii wróci. Praprzyczyną tych „przejściowych” trudności jest oczywiście polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej, która promuje OZE i zwalcza węgiel, ale poprzez zgodę na budowę nowych wiatraków rząd wpisuje się w politykę dekarbonizacji gospodarki, co oznacza podwyżki cen energii dla konsumentów. Jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby porzucenie systemu handlu emisjami CO2, ale na to się nie zanosi.

Tę wyliczankę można by jeszcze kontynuować, dodając chociażby wciąż nie załatwioną sprawę ochrony życia i zniesienia przesłanki eugenicznej aborcji, brak podwyższenia kwoty wolnej od podatku dochodowego dla osób fizycznych, brak obniżki stawek podstawowych podatku VAT, brak likwidacji abonamentu RTV czy tolerowanie niemieckiego monopolu informacyjnego w mediach lokalnych i dominacji w mediach ogólnopolskich. I tak dalej.

Chcieliśmy jedynie pokazać najbardziej znaczące wpadki rządu i listę kolejnych niezałatwionych spraw, które sprawiają, że PiS miota się od ściany do ściany w poszukiwaniu „sukcesów”. Po roku rządów premiera Mateusza Morawieckiego można spokojnie powiedzieć, że jest to nieudany eksperyment, który obciąża wizerunek PiS i który może pogrążyć koalicję Zjednoczonej Prawicy w nadchodzących wyborach. Próba „resetu” w relacjach z Unią Europejską zakończyła się nokautem. Starcie wygrała Komisja Europejska i wiecznie pijany Juncker z nienawidzącym Polski Timmermansem. Tutaj trzeba walczyć o zmianę reguł gry, gdyż w tej dotychczasowej możemy tylko tracić. Jest to m.in. efekt podpisania Traktatu z Lisbony, który zmienił Unię Europejską w federację rządzoną przez koalicję niemiecko-francuską, która, jeśli głosuje razem, zawsze wygrywa.

Zasadniczą sprawą na dzisiaj jest więc przekonanie Polaków, że PiS ma jeszcze wolę walki o pomyślność obywateli i chęć obrony państwowości przed ostatecznym zwasalizowaniem przez Berlin, Komisję Europejską oraz naszych „przyjaciół” większych i mniejszych. Jeśli tej woli walki społeczeństwo nie zobaczy, to rząd może już pakować walizki. Dlatego potrzebna jest dalsza mobilizacja. Nawet członkowie PiS myślą podobnie, czego dowodem jest fragment wywiadu, którego udzielił tygodnikowi „Do Rzeczy” senator PiS – Jan Maria Jackowski [Nr 50/2018].

„Natomiast inną kwestią, moim zdaniem potrzebną, jest odejście od retoryki ostrej walki i wyciszanie emocji. Pokazanie, że obóz dobrej zmiany nie tylko wprowadza reformy, lecz także potrafi dobrze i sprawnie administrować, jest jak najbardziej na czasie. Jednak dobre zarządzanie oznacza również realizacje zobowiązań i realizacje programu wyborczego. Trzeba też pokazać profesjonalizm w zarządzaniu państwem, kompetencję kadr, umiejętność komunikacji społecznej, to znaczy nie tylko przekazywania tego, co władza chce powiedzieć społeczeństwu, lecz także słuchania tego, co społeczeństwo chciałoby, aby władza słyszała.”

Źródło: stopwiatrakom.eu