Opublikowano w kategorii: Aktualności

Pióro i polityka – wywiad senatora Jana Marii Jackowskiego dla Kwartalnika Mława Live

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i  Sprawiedliwości rozmawia Daniel Kortlan

 

DK: Ma pan za sobą panie senatorze imponujący background dziennikarski, publicystyczny, wiele książek i artykułów. W ubiegłym roku obronił pan pracę doktorską z historii.  Z  pana talentami mógłby pan być wielkim dziennikarzem albo naukowcem. Dlaczego wybrał pan politykę? Nasi rodacy na ogół nie mają do polityków szczególnej estymy….

JMJ. Zainteresowanie polityką wyniosłem z domu rodzinnego.  Z dzieciństwa pamiętam że u nas w domu słuchało się radia Wolna Europa i żywo dyskutowało.  W 1970 r. chodziłem do szkoły podstawowej nr.64 w Szczecinie.  Tam na własne oczy widziałem tłumy stoczniowców w kaskach, oddziały milicji w akcji. Nasza szkoła była niejako w centrum tych wydarzeń grudniowych, została też spowita dymem i gazem. Byłem  świadkiem strzelaniny, spalenia komitetu wojewódzkiego PZPR, jak również rozbicia Pewexu.  Jeden z moich kolegów zginął w tych zajściach. Moja siostra była już wtedy lekarzem, pracowała na pogotowiu i opowiadała nam o ofiarach milicyjnej agresji.  Jasne było, że liczba ofiar została przez władze zaniżona.  To był moment w moim młodym  życiu który przesądził o tym że marzyłem aby  zajmować się dwiema rzeczami: piórem i polityką. I to udało mi się połączyć. W okresie PRL byłem politycznie aktywny w opozycji.  Mam status osoby pokrzywdzonej, SB mnie prześladowała. Do aktywnej polityki wszedłem po przełomie 1989 r.,  w latach 90.

DK:  Od początku miał pan poglądy prawicowe?

JMJ. Tak, od początku miałem poglądy prawicowe i dałem temu wyraz w dwóch książkach które odniosły sukces w latach 90.: „Bitwa o Polskę ” oraz „Bitwa o Prawdę”.  Tę pierwszą komentował ciepło ojciec święty Jan Paweł II, który w kwietniu 1993 roku powiedział: <<Wszyscy wiedzą, że Polska przeżywa teraz to, co jeden z autorów współczesnych, nawet dzisiejszych nazwał „Bitwą o Polskę”. Toczy się taka bitwa o Polskę. Można powiedzieć: bitwa o polską duszę, bitwa o charakter naszego społeczeństwa, naszego narodu, naszego kraju, o kierunek naszej przyszłości – właśnie z tym Krzyżem czy bez tego Krzyża!”. Postulaty z obu tych książek znalazły się w programie Prawa i Sprawiedliwości, nie dlatego że ja tak chciałem tylko to były  postulaty tych politycznych kręgów wśród których się obracałem. To dało mi szansę na bezpośrednie współkształtowanie naszej rzeczywistości politycznej.

DK: Nadal ma pan poglądy prawicowe. Czy zdarzało się panu kiedykolwiek mieć wątpliwości co do swego światopoglądu?

JMJ:  Moi rodzice różnili się poglądami i od początku byłem przyzwyczajony do barwnych dialogów. Mój ojciec w młodości miał poglądy lewicowe, przed wojną należał do demokratycznego odłamu PPS, zaś moja matka miała przekonania chadeckie. Z kolei mój dziadek po kądzieli był admiratorem Korfantego i gen Hallera, z którymi znał się osobiście. W moim domu były tradycje odwołujące się do Piłsudskiego, Dmowskiego, Korfantego. Do tego dochodziły socjalistyczne afiliacje mojego ojca z jego czasów studenckich.  Te tradycje trochę się ścierały ale dla mnie to była piękna lekcja różnych wartości. Dość wcześnie stałem się konserwatystą i tym przekonaniom pozostaję wierny.

DK: Ale co to dziś znaczy być konserwatystą? Do niedawna spory polityczne rozgrywały się na osi lewica versus prawica.  Mniej więcej wiedzieliśmy jakie są między nimi różnice. Z jednej strony dążenie do egalitaryzmu, z drugiej akcent na tradycję z całym jej duchowym bogactwem.  Mam wrażenie, że w ostatnich latach te różnice bardzo się zatarły. Nie tylko zresztą w Polsce. W związku z tym niektórzy, jak np profesor  Balcerowicz ironizują, że mamy raczej lewoprawicę i prawolewicę…Co pan o tym sądzi?

JMJ. Zgadzam się z panem, że obecnie te tradycyjne pojęcia uległy rozmyciu. Na przykład w Niemczech programy obu wiodących partii zachodzą na siebie.  To znaczy lewe skrzydło chadecji zachodzi na prawe skrzydło socjaldemokratów. Podobnie dzieje się w Stanach Zjednoczonych, liberalne skrzydło Republikanów pokrywa się prawie zupełnie z konserwatywnym skrzydłem Demokratów…

DK: Od roku jak się wydaje to zjawisko nie jest już tak wyraźne….

JMJ. Być może Donald Trump bardziej spolaryzował amerykańską scenę polityczną swoim stylem uprawiania polityki, ale co do zasady tak się dzieje w wielu krajach. Jeśli zaś o mnie chodzi to jestem konserwatywny w sferze sprawdzonych wartości, takich jak rodzina, chrześcijaństwo, prywatna własność, etc. Natomiast jeśli chodzi o kwestie społeczne, to bliskie mi są idee solidaryzmu społecznego.  Moje spojrzenie uwzględnia prawa i mechanizmy rynkowe ale w konwencji tzw. społecznej gospodarki rynkowej, podpartej społeczną nauką Kościoła, jako wskazaniem moralnym. Nie jestem zwolennikiem twardego rynku, bez jakiejkolwiek ingerencji państwa i nie jestem zwolennikiem socjalizmu,  gdzie liczy się tylko państwo.

DK: Taka koncepcja społecznej gospodarki rynkowej zawarta jest w art. 20 Konstytucji RP….

JMJ. Tak.  I taka właśnie formuła bardzo mi odpowiada.

DK: Pomówmy więc o wartościach panie senatorze…Mówił pan o solidaryzmie społecznym, o wartościach chrześcijaństwa, bardzo pięknych przecież. Ale mam wrażenie, że jak to często u nas bywa teoria nie pokrywa się z praktyką. Dobrze pan wie, że gdy w 1966 r. biskupi polscy zwrócili się w specjalnym liście do biskupów niemieckich z dezyderatem „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” nie wzbudziło to zachwytu już nie tylko ówczesnych władz komunistycznych ale także wielu zwykłych Polaków.  Z kolei ostatnio, w związku z 50-ą rocznicą wydarzeń Marca’68, gdy prezydent Duda prosił pokrzywdzone osoby pochodzenia żydowskiego o wybaczenie, wzbudziło to silne protesty, także na łamach prawicowej prasy. A przecież sztuka wybaczania powinna być bliska chrześcijanom, czyż nie?

JMJ. Pamiętam dobrze ten czas gdy biskupi polscy zwrócili się do biskupów niemieckich, choć wtedy byłem jeszcze dzieckiem.  Moi rodzice poparli ten list, ale w wielu domach były wokół niego spory.  Nie wszyscy umieli dostrzec dalekowzroczność biskupów i przede wszystkim prymasa Wyszyńskiego, bo to jego była wielka zasługa że ta akcja została podjęta.

  1. Ale pan ją akceptuje….

JMJ.  Tak, teraz tak.  Wtedy jako dziecko nie w pełni mogłem zrozumieć moralny i intelektualny wymiar tego listu. Natomiast pyta pan o wybaczanie.  Ono jest wtedy gdy ten kto zawinił uzna swoją winę. Teraz jest taka moda, że wszyscy za wszystko mają przebaczać, nawet wtedy gdy ktoś kto zawinił sam nie dostrzega w swoich czynach nic złego. To nie jest zgodne z pedagogiką chrześcijańską.  Jeśli chodzi o list biskupów to już dużo wcześniej toczyły się rozmowy z biskupami niemieckimi, było pełne zrozumienie dramatu wojny i ten list o którym mówimy był w pewnym sensie wyciągnięciem ręki do drugiej strony, która była gotowa tę rękę przyjąć.

  1. Czy było to zatem działanie obustronne?

JMJ. Można tak powiedzieć. Natomiast kierownictwo PZPR z Gomułką na czele przyjęło ten list z oburzeniem jako zdradę. Tymczasem ten list miał istotne znaczenie dla zaistnienia historycznej wizyty Willy Brandta w Polsce w 1970 r., jak również dla całego procesu normalizacji stosunków pomiędzy Polską a RFN. Jeśli chodzi o przeprosiny pana prezydenta nie jestem tego krytykiem ale należy rozumieć, że prezydent nie przepraszał w imieniu tamtego państwa tylko dzisiejszych Polaków.

  1. Czy zatem w 1968 r. istniało państwo polskie panie senatorze?

JMJ. Oczywiście, że istniało. Ale nie było to państwo suwerenne. Było autorytarne i zależne od obcego mocarstwa. W okresie stalinowskim było nawet totalitarne, potem przechodziło różne fazy. Popełniliśmy błąd moim zdaniem, że u zarania III RP nie odcięliśmy się formalnie od tamtych struktur, tak jak to zrobili na przykład Węgrzy w preambule swojej konstytucji.  U nas dominowała niestety filozofia „grubej kreski”. Teraz próbujemy to naprawiać, chyba lepiej późno niż wcale.

  1. Ale może lepiej gdybyśmy to robili w indywidualnym trybie?

JMJ.  Jeśli chodzi o tak zwaną ustawę „degradacyjną” (choć ona nie degraduje od stopnia szeregowca, ale pozbawia stopnia wojskowego w ogóle) to ona tak będzie działać.  Z „automatu” stracą stopnie tylko członkowie WRON, to znaczy 22 osoby.  Ale to była nielegalna struktura, nawet w świetle prawa PRL.  Prokuratura zakwalifikowała ją jako „związek zbrojny o charakterze przestępczym”. Pozostałe osoby będą traktowane w trybie indywidualnym.

DK: A jeśli chodzi o ustawę „dezubekizacyjną”?

JMJ. Zasada jest prosta.  Każdy, kto choć przez krótki czas służył w aparacie Służby Bezpieczeństwa będzie miał uśrednioną emeryturę, zgodnie z ustawą, ale może odwołać się do ministra spraw wewnętrznych, a następnie do sądu. Jeśli ma na swoim koncie zasługi z III RP może się na nie  powołać. Jest ścieżka odwoławcza.

  1. Są to sprawy wywołujące spory, gorące emocje. Społeczeństwo polskie jest bardzo spolaryzowane, niektórzy mówią że bardziej niż kiedykolwiek po 1989 r. Dlaczego tak się dzieje? Spory dotyczą nieraz bliskich przyjaciół lub nawet członków rodzin. Jak z tego wyjdziemy, czy jest szansa?

JMJ. Poziom emocji jest zbyt wysoki.  Nie jestem zwolennikiem polaryzowania.  Jako senator robię co w mojej mocy aby temu zapobiec. Staram się łagodzić napięcia.  To jest nam bardzo potrzebne. Nie da się tego jednak załatwić na drodze legislacyjnej.  Jest to kwestia kultury, obyczaju, szacunku dla drugiego człowieka który też ma prawo do wyrażania swoich poglądów. Mogę nie podzielać czyichś opinii, ale nie mogę nie okazywać szacunku drugiemu człowiekowi. Tak byłem wychowany i tak się zachowuję zarówno w życiu publicznym jak i osobistym. Ale ten problem istnieje i jest poważny.  Mówią też o tym biskupi. Jest takie ewangeliczne powiedzenie: „kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem”. Przy wszystkich różnicach ludzie oczekują działań jednoczących.  Ci którzy potrafią wznieść się ponad podziały i jednoczyć ludzi zyskają prawdziwy autorytet.

DK: Te radykalne podziały w takiej czy innej mierze występują też poza Polską.  W Europie, w Stanach, praktycznie w całym zachodnim świecie. Z jednej strony cieszymy się, że jest dobra koniunktura gospodarcza, przede wszystkim w Ameryce, bo to nakręca prosperity w innych krajach, z drugiej zaś coraz częściej odzywają się głosy alarmistyczne. Globalizacja ma swoje gorsze strony, powiększają się nierówności majątkowe, kapitalizm jest dość powszechnie krytykowany, choćby przez takie osoby jak Naomi Klein, sławną dziennikarkę kanadyjską która w swoich książkach, takich jak „No logo” najbardziej bodaj podnosi alarmistyczne tony.  Wiele prominentnych osób twierdzi że żyjemy w czasach kryzysu. Są wojny i konflikty w różnych częściach globu, są wielkie migracje, problemy demograficzne, klimatyczne, ekologiczne.  Jest coraz więcej susz, powodzi, huraganów. Wydaje się, że wszystko jest skażone chemią: ziemia, woda, powietrze. Jak się w tym wszystkim odnaleźć, jak w tym żyć panie senatorze?

JMJ.  Widzę te zagrożenia ale po prawdzie nie są one nowe. Przeciwnie, występowały już w przeszłości,  począwszy od czasów I wojny światowej. Ta wojna była szokiem dla tamtego pokolenia.  Jako historyk mogę przywołać choćby fakt, że niedaleko stąd w wojnie pozycyjnej pod Przasnyszem zginęło ponad 80 tysięcy żołnierzy. Świetnie problem gigantycznej społecznej traumy po I wojnie światowej ilustrowała to powieść Remarque’a „Na zachodzie bez zmian”. Jeszcze większym szokiem była II wojna światowa.  Generalnie problemem jest odejście od wartości, od etyki. Teraz etyka powoli wraca, na przykład do biznesu.  Ma pan doświadczenia w biznesie to pewnie pan przyzna, że teraz wszystkie większe korporacje i szkoły biznesu kładą coraz większy nacisk na kwestie etyczne.

  1. Jest pan za tym żeby włączyć etykę do szkół w większej mierze?

JMJ.  Tak, już jest włączana, na przykład do programów różnych uczelni, szczególnie takich profesji jak lekarze czy prawnicy. Jak dotąd szliśmy trochę na skróty bo zachłysnęliśmy się wolnym rynkiem. To słynne powiedzenie że „pierwszy milion trzeba ukraść” jakoś wielu autorytetom moralnym nie przeszkadzało, choć dla człowieka etycznego jest nie do przyjęcia. Nie będę odnosił się do całego świata bo te wartości które my cenimy niekoniecznie są podzielane na innych kontynentach.  Ale martwi mnie kondycja Unii Europejskiej. Unia odchodzi od wartości cywilizacji judeo-chrześcijańskiej i to może być powodem jej niższej konkurencyjności. Wyjściem byłby powrót tej zbiurokratyzowanej, przeregulowanej Unii do wartości wyznawanych przez jej założycieli: Schumanna, Adenauera, De Gasperiego.  W tym widzę szansę dla Europy.

  1. Czy zatem w obecnej sytuacji mamy się orientować na Wschód czy na Zachód?

JMJ.  Myśli pan o Polsce? My przecież jesteśmy na Zachodzie i chcemy tam pozostać.  Jesteśmy częścią Europy. Pozostaniemy w Unii.  Natomiast domaganie się reformy Unii nie oznacza że to jest Polexit. To bzdura ukuta przez „totalną” opozycję.

  1. Wiem, że oprócz polityki ma pan też wiele innych zainteresowań. Coś pana zafrapowało ostatnio w kulturze?

JMJ. Ostatnio widziałem „Dziady” w Teatrze Narodowym. Spektakl,  długi bo trwający 4 i pół godziny, monumentalny. Zrobił na mnie wielkie wrażenie.  Między innymi z uwagi na osobę zdolnego reżysera litewskiego Eimuntusa Nekrosiusa. Jako cudzoziemiec, nie będąc bezpośrednio uwikłanym w polskie dyskursy umiał zburzyć pewne nasze wyobrażenia na temat wolności, wielkości, romantyzmu i martyrologii. Podziwiałem wspaniałe aktorstwo.  Czytam dużo książek duchowych i historycznych. Sam również prowadzę badania historyczne. Ale dość czynnie zajmuję się także sportem, głównie bieganiem, nurkowaniem, lubię rower. Sport jest naszą wspólną rodzinną pasją, zarówno dla mnie jak i dla mojej żony oraz sześciu naszych córek.

  1. Na jaki temat napisał pan swoją pracę doktorską?

JMJ. Pisałem na temat twórczości mało znanego księdza i dyplomaty, pochodzącego z Podola ks. Jana Gnatowskiego (1855 – 1925), jednego z pionierów literatury fantastycznej w Polsce. Napisał około 20 książek ale po wojnie cenzura objęła te książki zapisem, chciałem to naprawić. Niezwykle ciekawa postać.

  1. Lubi pan Mławę?

JMJ: Jestem pod wrażeniem środowiska mławskiego i jego świadomości oraz tożsamości społecznej i kulturowej. Jest o wiele bardziej zintegrowane niż środowiska wielu innych miast, mam też na myśli Warszawę. Konflikty polityczne czy personalne rzadziej są tutaj eksponowane. Podaję często Mławę jako przykład tego jak środowiska lokalne potrafią się zintegrować i dzięki temu wiele osiągać. Proszę zauważyć że uroczystości państwowe i narodowe w Mławie gromadzą wszystkich, od lewa do prawa.  W Warszawie mamy zwykle różne pochody i demonstracje, a niekiedy awantury…. Widzę tu także dużą umiejętność zorganizowania przestrzeni architektonicznej. Mława jest architektonicznie, społecznie i kulturowo uładzonym miastem, z ciekawą i długą historią jako miasto pogranicza.  Mławianie są słusznie dumni ze swego miasta.

DK Bardzo dziękuję za tę rozmowę panie senatorze.

Źródło: naszamlawa.pl