Opublikowano w kategorii: Aktualności

Aktualności

Jan Maria Jackowski dla Frondy: Koniec z uleganiem pedagogice wstydu!

Tomasz Wandas, Fronda.pl: W marcu 1968 państwo polskie nie było państwem niepodległym, suwerennym. Było państwem, które swoje kroki polityczne, swoje działania społeczno-polityczne uzależniało od kogoś innego, innego mocarstwa – oświadczył premier Mateusz Morawiecki podczas debaty „Marzec’68”. Niewątpliwie jest to fakt, historyczny. Dlaczego zatem część społeczeństwa, niektórzy politycy mają z tym problem?

Jan Maria Jackowski, senator PiS: Przyczyna jest bardzo prosta, ta część społeczeństwa próbuje uderzać „nie w swoje piersi”, a nawet zmienia zdanie. Adam Michnik w 1995 mówił, że winę ponosi państwo komunistyczne, dziś głosi inne tezy. Włodzimierz Cimoszewicz, który uaktywnił się przy okazji rocznicowych uroczystości z 1968 roku, wygłaszał w tamtym czasie w tygodniku „Stolica” peany na rzecz ówczesnej władzy, chwalił Gomułkę i Moczara, a dziś mówi jak obłudny moralizator pouczający Polaków. Postawa tych dwóch osób jest charakterystyczna dla ludzi, którzy specyficznie patrzą na w komunizm, byli z nim związani osobiście, ale także przez rodziców: ojciec Cimoszewicza był związany z NKWD i komunistycznym aparatem bezpieczeństwa, w latach 1945-46 czynnie uczestniczył w likwidacji podziemia AK, rodzice Michnika w okresie stalinowskim utrwalali w Polsce komunizm. Wiele jest również innych osób, które dziś wypowiadają kontrowersyjne tezy o wydarzeniach marcowych, a w przeszłości mieli oni powiązania z władzami komunistycznymi.

To znaczy?

To znaczy, że albo sami współpracowali z komunistami, bądź mieli kogoś w rodzinie, kto chętnie nawiązywał relacje z reżimem.  Brat przyrodni Adama Michnika – Stefan Michnik nawet w Wikipedii jest przedstawiany jako „oskarżany o zbrodnie stalinowskie”, który „po wydarzeniach marcowych 1968 wyjechał do Szwecji (odmówiono mu wizy USA)”.

Czyli to nie Polacy, a komuniści są odpowiedzialni co spotkało wtedy Żydów?

Polacy jako naród nie ponoszą odpowiedzialność za to, co spotkało Żydów w 1968 roku. Uczestnik wydarzeń marcowych Seweryn Blumsztajn podczas debaty na ten temat podkreślił, że Marzec’68 był „przede wszystkim wolnościowym zrywem studenckim”, a cała sprawa żydowska została jakby dopisana przez władze komunistyczne. Przypisywanie zatem odpowiedzialności za czystki antysemickie narodowi polskiemu, to tak jakby Polacy mieli przepraszać Kościół za to, że komuniści uwięzili kardynała Wyszyńskiego w 1953 roku. Jest to taka koncepcja intelektualna, która absolutnie nie wytrzymuje próby weryfikacji historycznej i próby weryfikacji faktów. W czerwcu 1967 roku, po wojnie między Izraelem a Egiptem, Moskwa nakazała władzom komunistycznym zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem i już wówczas zaczęła się odgórna, organizowana przez komunistyczny aparat, kampania antyizraelska i antysemicka pod hasłem walki z syjonizmem i imperializmem.

„Często dzisiaj słyszymy, że Marzec ’68 powinien być naszym powodem do wstydu. Ja uważam, że przede wszystkim Marzec ’68 dla Polski, dla Polaków, którzy walczyli o wolność, powinien być powodem do dumy, a nie powodem do wstydu” – podkreślił szef rządu. Czy jako historyk myśli Pan podobnie jak pan premier? Powinniśmy czuć dumę wspominając ten czas?

Oczywiście, że tak jest. Wydarzenia marcowe, to przede wszystkim bunt młodzieży przeciw totalitaryzmowi. Studenci nie zgodzili się na zdjęcie z afisza „Dziadów”. Mało znany jest fakt, że w ramach represji po marcowych zatrzymano także ok. 1000 robotników, którzy również opowiedzieli się po stronie wolności sprzeciwiając się komunistycznej dyktaturze. Nastroje wolnościowe, które się wtedy pojawiły, władza komunistyczna użyła jako pretekst do rozgrywek różnych frakcji, które w łonie partii komunistycznej działały. Z tego punktu widzenia ci Polacy, którzy z różnych powodów wtedy przeciw totalitaryzmowi protestowali w sposób szczególny zasługują dziś na szacunek i uznanie. Ludzie ci mogą być podmiotem naszej narodowej dumy. Natomiast próbuje się nas wpędzić w pedagogikę wstydu bądź strachu.

To znaczy?

Próbuje się przedstawić nas jako oprawców na przestrzeni dziejów, w stosunku do różnych państw i różnych narodów. Pedagogika wstydu to propagandowa narracja, w której są selektywnie interpretowane różne wydarzenia z historii Polski. Wyolbrzymiane są negatywne nasze cechy narodowe, a Polacy są ukazywani jako zbrodniarze i sprawczy nieszczęść innych.   Oczywiście kłóci się to z badaniami historycznymi. Rzeczpospolita przez wieki była krajem wielokulturowym, wieloetnicznym, wielonarodowym i wieloreligijnym. W Polsce, te różne grupy potrafiły z sobą żyć. Co więcej I Rzeczpospolita była krajem w którym Polacy byli najliczniejsza grupa etniczną, ale jednak mniejszościową gdyż stanowili mniej niż 50% ludności. Fakt ten świadczy o pięknie i bogactwie naszej tradycji. Natomiast teraz przedstawianie wszystkiego co się działo w naszej historii, właśnie w kategorii pedagogiki wstydu i pedagogiki przepraszania za wszystko jest próbą deprecjonowania prawdy historycznej i wykorzystywania tego do celów ideologicznych bądź politycznych, a w tle – o czym się mniej mówi – do celów ekonomicznych.

Co z wydarzeniami, dotyczącymi Żydów? Dlaczego do tej pory, gdy wspominano marzec 68’ mówiono bardziej, o tym co komuniści zrobili Żydom, a nie o tym, co dziś akcentuje rząd Prawa i Sprawiedliwości?

Niewątpliwie była to pochodna narracji politycznej III RP, która położyła się cieniem na tworzeniu naszej polityki historycznej i na zaniedbaniach w tym obszarze. Od początku przemian po 1989 roku próbowano nałożyć swojego rodzaju cenzurę politycznej poprawności. Mówiono nam w jaki sposób mamy mówić o relacjach polsko-litewskich, polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich, polsko-niemieckich, polsko-żydowskich itd. Próbowano też wmawiać społeczeństwu w jaki sposób ma interpretować historię. Stąd dziś wściekłe ataki tego środowiska, które uważa, że ma monopol na prawdę historyczną, oraz na narzucanie narracji. W tej chwili, w czasach rządów obozu Zjednoczonej Prawicy, zwraca się jednak uwagę na aspekty, które do tej pory były umniejszane, bądź zwalcza się manipulacje, które w przestrzeni publicznej zostały wytworzone w postaci tak zwanych mitów.

Co sądzi Pan o projekcie uchwały profesora Żaryna o marcu 1968r? Jak ją Pan ocenia?

Ta uchwała poszła przede wszystkim naprzeciw tej politycznej poprawności, swoistej cenzurze, która w ocenie zjawisk sprzed pięćdziesięciu lat dominowała w tak zwanym mainstreamie. Stąd jestem przekonany, że dlatego wzbudziła ona tak wielką agresję, krytykę i niesłuszne zarzuty względem treści w niej zawartej. Profesor Żaryn, znawca najnowszej historii Polski, napisał uchwałę, która zgodnie ze stanem wiedzy historycznej oddawała przyczynę, tło, kontekst i skutki tego, co się stało w 1968 roku. Z tego punktu widzenia oczywiście poparłem tej projekt uchwały, jednak większość senacka zadecydowała, że nie będzie ona procedowana. Senat przyjął wersję, którą wypracowano w Sejmie.

Czy działania rządu, licznych placówek państwowych pod rządami PiSu przyczynią się do tego, że na jakiś czas nikt w Polsce nie będzie miał już wątpliwości co to marca 1968r?

Będzie zależało to od tego czy obecny obóz rządzący będzie konsekwentny i przede wszystkim w sposób systemowy, nowoczesny, zgodny z prawdą historyczną będzie prowadził olbrzymią kampanię edukacyjną zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Wykorzystać trzeba to tego ośrodki kultury, publikacje naukowe, różnego rodzaju działalności fundacji, brania aktywnego udziału w różnych sympozjach. Potrzeba całego wachlarza działań o charakterze edukacyjnym, oświatowym. Przede wszystkim musimy inicjować badania historyczne, teksty o tych wydarzeniach powinny być publikowane w różnych językach świata, w tym przede wszystkim w języku angielskim. Jeżeli tego nie zrobimy, to rzeczywiście trudno będzie mówić nam o tym, co tak naprawdę wydarzyło się w Polsce podczas II wojny światowej.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: fronda.pl