Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Miesięcznik W Naszej Rodzinie – Szansa dla polskiej szkoły

Naprawa systemu edukacji w Polsce wdrażana przez rząd Beaty Szydło jest potrzebna. Jest odpowiedzią na tzw. permanentną reformę, czyli rozkładanie w czasie zmian w edukacji, co oznacza pasmo udręk dla rodziców, uczniów i nauczycieli.

Założenia i cel naprawy oświatowej jest jasny. Zostanie przywrócona 8 letnia szkoła podstawowa z edukacją wczesnoszkolną w klasach 1 – 4. Nastąpi także powrót do

4-letniego liceum ogólnokształcącego i 5-letniego technikum oraz powstaną dwustopniowe branżowe szkoły.  Gimnazja nie tylko nie wyrównały różnic w osiągnięciach szkolnych młodzieży z różnych środowisk, ale także od samego początku zaczęły różnicować się na lepsze i grosze. Znaczna liczba gimnazjów prowadzi selektywny nabór, co skutkuje istotnym zróżnicowaniem wyników pomiędzy szkołami. Coraz bardziej widoczne stają się różnice pomiędzy gimnazjami działającymi w dużych miastach i tych na wsiach. Obecny system dyskryminuje młodzież ze wsi i małych miejscowości.

To, że kierunek tych zmian jest dobry – piszę o tym z pełnym przekonaniem. W 1998 roku jako jeden z nielicznych posłów AWS głosowałem przeciwko ówczesnej reformie. Już wówczas miałem przekonanie, że jest ona błędna. Szczególnie chodziło o likwidację szkolnictwa zawodowego, stworzenie gimnazjów, które gromadziły młodzież w tak zwanym trudnym wieku „burzy i naporu”. Wątpliwości rodziły również założenia programu dydaktycznego. Tak krótkie okresy i trzykrotność powtarzania linearnego nauczania we wszystkich dziedzinach wiedzy powoduje, że jakość i efekty edukacyjne tego systemu nie są takie jak być powinny. W związku z tym, przywrócenie modelu 8 – 4 stwarza szansę na poprawienie jakości edukacji. To powoduje, że ta naprawa jest zasadna i konieczna.

Z tego, co wiadomo nauczyciele szkół podstawowych i liceów z dużą nadzieją czekają na zmiany. Największe obawy – ze względów oczywistych – mają nauczyciele i dyrektorzy gimnazjów. Także w moim okręgu wyborczym, czyli na północnym Mazowszu, wśród nauczycieli, którzy nie są związani ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, pojawiają się wątpliwości. To nie dziwi bo skoro pojawia się nowy system, który zmienia ten obowiązujący przez prawie jedno pokolenie, to może powodować poczucie niepewności. Pamiętajmy jednak, że czeka nas kryzysowy rok 2027, w którym niż demograficzny będzie najbardziej odczuwalny i aby do tego się przygotować potrzebna jest już dziś proponowana przez rząd reforma.

Zmiany będą wprowadzane etapowo, przez kilka lat w sposób jak najmniej obciążający uczniów, rodziców i nauczycieli z jednoczesnym zapewnieniem im poczucia bezpieczeństwa. Reforma jest przeliczona, przedyskutowana i zaplanowana. Przewidziano finansowanie zwiększonych wydatków samorządów związanych z reformą w subwencjach oświatowych. Reforma jest finansowana z budżetu państwa. W ramach zmian zaprogramowano dwuletni okres przejściowy. W tym czasie klasy VII, a później VIII, będą mogły znajdować się albo w budynku gimnazjum, albo budynku dotychczasowej szkoły podstawowej. Docelowo klasy I-IV i V-VIII mają być połączone w jedną szkołę. Uczniowie, którzy jesienią 2017 r. trafią do I i VII klasy szkół powszechnych, będą pierwszymi rocznikami, które będą uczyć się zgodnie z nową podstawą programową kształcenia ogólnego. Uczniowie pozostałych roczników będą kończyć rozpoczęty cykl nauczania. Nie będzie problemu z kumulacją roczników.

Nauczyciele zatrudnienie w szkołach aktualnie funkcjonujących automatycznie staną się nauczycielami w ramach nowego systemu. Dyrektorzy szkół obecnego systemu staną się dyrektorami szkół w nowej strukturze, dyrektorzy gimnazjów, w których kształcenie będzie wygaszane staną się wicedyrektorami. Nauczyciele gimnazjów będą nadal mieli prace, bo liczba dzieci w całym systemie edukacji pozostanie bez zmian. Co więcej, w obecnym systemie wręcz brakuje nauczycieli ze specjalizacją np.: doradca zawodowy, doradca metodyczny, asystent, nauczyciel wspierający. Nauczyciele z innymi specjalizacjami dostaną możliwość przekwalifikowania. Natomiast gdyby nie przygotowane przez rząd Beaty Szydło niebawem doszłoby do prób masowego zamykania gimnazjów przez samorządy i zwalniania nauczycieli. Liczba uczniów w gimnazjach sukcesywnie spada, a liczba niepublicznych gimnazjów rośnie.

Brak zmian w systemie oznaczałby katastrofę. Propozycja rządu nie tylko poprawi poziom nauczania w polskiej szkole, ale również uratuje miejsca pracy dla nauczycieli oraz pozwoli harmonijnie wyhamować negatywne aspekty zapaści demograficznej.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: W Naszej Rodzinie 12/2016