Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela- Sól ziemi: Wybór Ameryki

Wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA wywołała lawinę komentarzy. Jedni – „politycznie poprawni” -uważają, że doszło do tragedii, inni wręcz przeciwnie. Gdy przed laty wybory w USA wygrał Ronald Reagan, wówczas tzw. establishment robił mu zarzuty, że jest za stary, że jest niespełnionym aktorem, ma nierealistyczny i szkodliwy dla Ameryki i świata program i na starość szuka sił w polityce. A jednak przeszedł do historii jako wybitny prezydent, ten, który doprowadził od obalenia komunizmu. Oczywiście to nie jest prosta analogia, lecz warto zwrócić uwagę, że często te komentarze, które pojawiają się na początku prezydentury, czy też pewnego rodzaju uprzedzenia i schematyczne kalki myślowe, utrudniają właściwą ocenę tego, co się tak naprawdę w Ameryce dokonało.

Wiele wskazuje na to, że dokonała się historyczna odmiana. Amerykanie poparli kierunek zmian i powrotu do wartości, które kształtowały Amerykę, a odejście od polityki, którą proponował establishment – generalnie pokolenie rewolucji kulturowej i gender. To „pokolenie 68” jest rozsadnikiem nowej inżynierii społecznej, w której  destyluje się „nowe prawa”, przeciwne do tych tradycyjnych. Dziś ta grupa posiada ogromne wpływy w środowiskach intelektualnych, uniwersyteckich, medialnych, kulturalnych, politycznych, biznesowych, bankowych po obu stronach Atlantyku i narzuca np. permisywizm, zabijanie nienarodzonych jako „prawa kobiet”, afirmację homoseksualizmu, ideologie gender. Tymczasem w USA wygrał kandydat, który  – w przeciwieństwie do Hilary Clinton, wielkiej propagatorki antycywilizacji śmierci – nie popiera aborcji i ideologii gender.

Raymond Bourke, jeden z dwóch kurialnych kardynałów z Stanów Zjednoczonych pracujących w Watykanie

pokreślił, że wyniki wyborów są ostrzeżeniem dla liderów politycznych, aby uważniej słuchali ludzi. Według kardynała Amerykanie uświadomili sobie bowiem, w jak poważnej sytuacji znalazł się ich kraj, kiedy zagrożone są tak podstawowe dobra jak życie, rodzina czy wolność religijna. I  w tym kontekście katolicy mogli z czystym sumieniem głosować na Donalda Trumpa, ponieważ na podstawie tego, co mówił, można było mieć nadzieję, że w jakiś sposób służy to dobru wspólnemu. Jego wypowiedzi na temat obrony życia, rodziny i wolności religijnej pokazują, że jest on gotowy słuchać tego, co mówi Kościół, i rozumie, że są to podstawowe kwestie moralne, a nie wyznaniowe. Przy czym kard. Burke zastrzegł, że w sprawach, które różnią Trumpa i Kościół, katolicy mają obowiązek jasno wyrażać swój sprzeciw.

Z tego, co już wiemy administracja Trumpa będzie przebudowywała myślenie o polityce i myślenie o wartościach. Zapowiadany jest powrót do tzw. american dream, do myślenia o takim państwie, które odwołuje się do sprawdzonych wartości, jest państwem zasobnym, bezpiecznym, stwarzającym wszystkim równe szanse i takim, w którym każdy może się odnaleźć i które również jest liderem wolnego świata.

Warto też zauważyć, że w Moskwie jak na razie nie ma entuzjazmu po wyborze Donalda Trumpa. Tamtejsze elity polityczne traktują go jako takiego „nacjonalistę” amerykańskiego, a więc osobę, która będzie przede wszystkim budowała potęgę Stanów Zjednoczonych na scenie globalnej. Z tego punktu widzenia Donald Trump nie będzie takim łatwym partnerem. Nowy prezydent będzie musiał – paradoksalnie wbrew swoim własnym zapowiedziom! – zaktywizować Amerykę na scenie globalnej. W tej chwili jest problem Rosji, przynajmniej dla nas w Europie Środkowej, ale i problem Chin. Jeśli tutaj Ameryka zrezygnuje ze światowego przywództwa, to miejsce to zajmą Chiny, a wtedy niewątpliwie wolność Tajwanu będzie bardzo dyskusyjna w perspektywie najbliższych lat. Z kolei jeżeli doszłoby do połączenia Tajwanu z Chinami, to stałyby się one pierwszą potęgą gospodarczą na świecie, a wtedy realizacja american dream byłaby nierealna.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 48/2016