Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela – Sól ziemi: Kontrowersyjna umowa o dalekosiężnych skutkach

Nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie nasila się dyskusja o CETA. Jest to umowa handlowa między Unią Europejską a Kanadą, która szczegółowo określa zasady współpracy gospodarczej między obu stronami w zakresie handlu towarami i usługami, inwestycjami, w tym ich ochronie, zamówieniach publicznych oraz handlowych aspektach własności intelektualnej, konkurencji i ochrony konsumenta. Negocjacje trwały od 2009 roku, a treść umowy została ustalona w 2014 roku za rządów PO-PSL. Jeżeli umowa ma ostatecznie wejść w życie, wszystkie państwa UE muszą ją ratyfikować. Obecny rząd deklaruje, że nie przyjmie umowy, która miałaby godzić w Polaków. Celem dodatkowego zabezpieczenia naszych interesów, Sejm uznał, że ratyfikacja CETA odbędzie się większością 2/3 głosów, czyli, aby ostatecznie przyjąć tę umowę, potrzebny będzie konsensus polityczny.

Umowa liczy 2300 stron. Teoretycznie parlamenty narodowe będą miały decydujący udział we wprowadzaniu jej w życie, jednak umowa już po jej przyjęciu przez Unię Europejską, co ma nastąpić w najbliższym czasie, będzie już tymczasowo stosowana w zakresie unijnych kompetencji. W związku z tym rodzi się zasadnicze pytanie, czy dzięki CETA ponadnarodowe korporacje uzyskają władzę większą niż rządy suwerennych państw? Teoretycznie towary, inwestycje, usługi nie będą do nas napływać bez ograniczeń gdyż muszą spełniać polskie wymogi. Unijne normy dotyczące bezpieczeństwa żywności będą cały czas obowiązywać  CETA nie ogranicza bowiem uprawnień regulacyjnych UE i jej państw członkowskich.

Krytycy tej umowy twierdzą, że GMO zaleje polski rynek. Teoretycznie wszystkie unijne wymogi dotyczące bezpieczeństwa żywności, ludzi, roślin i zwierząt będą nadal obowiązywać, jednak w praktyce nie ma co do tego gwarancji. Kanada stosuje niższe normy – może więc legalnie bez atestów i certyfikatów eksportować swoje produkty. Europejscy producenci znajdą się w gorszej sytuacji i pojawi się zapewne presja, by wymagania europejskie obniżać… Drugi zarzut, to obawa, że nastąpi w Polsce zanik małych gospodarstw, załamanie rynków rolnych i zalanie rynku niezdrową żywnością. Teoretycznie rolnicy będą chronieni kontyngentami taryfowymi i okresami przejściowymi. Jednak wytrzymanie konkurencji z tańszymi produktami będzie w dłuższej perspektywie teoretycznie niemożliwe. Trzecie zarzut sprowadza się do przekonania, że umowa zawiera niekorzystne dla Polski zasady odpowiedzialności wobec zagranicznych inwestorów. W ewentualnych sporach Polska poniesie odpowiedzialność finansową jedynie w przypadku sporów wynikających z „traktowania krajowego” i nie będzie odpowiedzialna za stosowanie rozporządzeń i implementacji dyrektyw UE.  W tym przypadku roszczenia inwestora będą zaspokojone z budżetu UE. Tyle znowu teoria, a w rzeczywistości jesteśmy zbyt małym podmiotem, który niewiele może w stosunku do globalnych graczy.

Jerzy Chróścikowski, przewodniczący Solidarności Rolniczej, mówi wprost: „Jesteśmy przeciwni tej umowie. W czasie negocjacji mówiliśmy, że są wielkie zagrożenia dla rolnictwa. Dziś 4 proc. wielkich przedsiębiorstw decyduje o 67 proc produkcji rolnej. Meksyk był największym producentem kukurydzy. Zniknął. Są slumsy. Można w ten sposób wykończyć całe rolnictwo krajowe. Globalna gospodarka wykończy rolnictwo rodzime”. Z kolei wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński argumentuje, że podobne obawy głoszono gdy wchodziliśmy do UE. Mówiono, że zaleją nas produkty rolnicze z UE. Ale grupą, która najwięcej skorzystała okazali się rolnicy. Teraz będzie podobnie”.

CETA jest kontrowersyjną umową o dalekosiężnych skutkach dla każdego Polaka. Dlatego na ten temat jest potrzebna szeroka debata społeczna, a dopiero następnie powinny zapadać decyzje.

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 44/2016

 

 

Jan Maria Jackowski