Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela – Sól ziemi: Polakom należą się wyjaśnienia

W debacie publicznej prawie nie zauważona została znamienna informacja o tym, że 226 eurodeputowanych do Parlamentu Europejskiego jest uznawanych za „sojuszników” George’a Sorosa, kontrowersyjnego amerykańskiego miliardera słynącego ze spekulacji finansowych i promowania tak zwanego „społeczeństwa otwartego” opartego na ideologii liberalnej. Są wśród nich między innymi Martin Schulz i Guy Verhofstadt, znani z ataków na Polskę oraz obecny rząd.

Co istotne, na tej liście „pewnych sojuszników” fundacji George’a Sorosa znalazło się również sześcioro eurodeputowanych z Polski: Andrzej Grzyb z PSL, Bogusław Liberadzki i Lidia Geringer de Oedenberg, którzy  dostali się do PE z listy SLD. Pozostała trójka eurodeputowanych na tej liście reprezentuje PO. Są to Danuta Jazłowiecka, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, była pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, znana przede wszystkim z promowania gender oraz Róża Thun, według prof. Ryszarda Legutki „pełna nabożnej afirmacji dla wszystkich działań instytucji europejskiej agresywnie ingerujących w materie społeczną”.

Nie wiemy czy europosłowie z Polski znaleźli się na tej liście świadomie. Należy jednak zauważyć, że niektóre nazwiska nie dziwią, i Czytelnicy „Niedzieli” mogliby być zawiedzeni gdyby ich na niej nie było…. Tak czy inaczej powstaje problem, na ile osoby, które mają decydować o dobru wspólnym i losach Europy są samodzielne i niezawisłe w swojej pracy, a na ile działają pod wpływem zewnętrznej inspiracji, o czym, niestety, rzadko się mówi publicznie. Marek Jurek, b. marszałek Sejmu RP, a obecnie poseł do PE, tę listę skomentował następująco: „Soros szuka polityków, którzy pomogą w działaniach na rzecz radykalnej transformacji kulturowej krajów Europy Środkowej. Świadomość tego typu działań ukazuje przed jak wielkim wyzwaniem staje opinia publiczna, która musi w sposób stanowczy i klarowny bronić wartości cywilizacji chrześcijańskich”.

Uniwersalizującą problem przestrogą – nie tylko w aspekcie eurodeputowanych, ale wszelkich osób publicznych – mogą być słowa Alexandre’a de Merenches, byłego długoletniego szefa SDECE, francuskiego wywiadu i kontrwywiadu, który mówił: „Istnieją powiązania interesów tak przemożne, że nikt nie ma ochoty ich tknąć”. Według znawców problematyki, są to tak zwane „kontakty wyższego rzędu”, „szczególnego znaczenia” i pod „specjalnym nadzorem”. Bo przecież ceniony w mediach specjalista, błyskotliwy komentator czy ekspert stosunków międzynarodowych nie wygląda na osobę związaną z niewidzialną strukturą i kogoś, kto jest inspirowany przez jakieś zakulisowe gremium. Ale czy to czysty przypadek, fakt bez znaczenia, że jakiś dziennikarz był na stypendium ufundowanym przez zagraniczną fundację, wysłał dzięki „miłym kontaktom” dzieci na zagraniczne studia, a naukowiec odbywał staż w cenionym ośrodku czy wykładał „za prawdziwe pieniądze” na prestiżowych uczelniach?

Takie osoby działają – niekiedy w sposób świadomy, niekiedy nieświadomy (a więc z tym większą wiarygodnością) – zgodnie z oczekiwaniami owych zakulisowych centrów, o których opinia nie albo wie bardzo niewiele. Niekiedy są „naprowadzani” przez odpowiednie instrumenty (finansowe, prestiżowe, ścieżki awansu do elitarnej grupy) czy wręcz przez wyrafinowane psychotechniki do „samodzielnego” prezentowania stanowiska zgodnego z oczekiwaniami nadawcy komunikatu. Dlatego eurodeputowani z listy Sorosa powinni wyjaśnić opinii publicznej, czy z Sosem łączy ich jedynie wspólnota poglądów, czy też mają jakieś związki organizacyjne i finansowe z amerykańskim miliardem i instytucjami z nim związanymi. To jest elementarny standard demokracji i podstawowa zasada przejrzystości życia publicznego, a brak takiego wyjaśnienia generuje bardzo niepojące wnioski.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 36/2016