Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela Sól ziemi: Wnioski z Brexitu

Mają rację ci, którzy powiadają, że poza obawą przed imigrantami, odejście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stanowi finalny efekt procesu federalizacji Europy, zapoczątkowanego Traktatem Lizbońskim. Brytyjczycy powiedzieli nie dyktatowi Brukseli oraz arogancji i bucie eurokratów. Brexit jest zatem naturalną reakcją na proces destrukcji suwerenności państw europejskich ze strony kierownictwa Unii Europejskiej i na konformizm polityków, którzy bezrefleksyjnie się na to zgadzali.

W tej chwili projekt integracyjny wymaga przedyskutowania i przemodelowania. Może zatem taka refleksja nastąpi i Europa powróci do korzeni i wartości, na których została zbudowana. Wzrost nastrojów eurosceptycznych jest bowiem naturalną pochodną procesów unifikacji i koncepcji tworzenia superpaństwa europejskiego zarządzanego z Brukseli. Z tego nie wyciągały wniosku organy UE, które brnęły w utopijne koncepcje wygłaszane w eurokratycznej nowomowie i przekonywały, że to jest jedynie słuszny i właściwy kurs.

Na początku integracja była pomyślana jako projekt europeizacji Niemiec, które wywołały dwie wojny światowe. Zdawano sobie sprawę, że jeśli odbudują oni swoją potęgę, to widmo konfliktów zbrojnych i polityka ekspansjonistyczna znowu powrócą. Proces integracji przez kilka dekad przebiegał harmonijnie w oparciu o koncepcje tzw. „Europy ojczyzn”. Jednak od początku poprzedniej dekady, kiedy Niemcy stały się najsilniejszym krajem UE, pojawił się pomysł na federalizację Unii Europejskiej i zamianę stowarzyszonych państw narodowych na zfederalizowany związek republik europejskich z przywództwem Berlina, czyli germanizacje Europy. W gruncie rzeczy to było bardzo wygodne dla polityki niemieckiej, która zachowywała prawo do ochrony swoich interesów, a z drugiej strony traktowała UE jako instrument do lewarowania swojej pozycji na scenie globalnej.

Było to możliwe dzięki Traktatowi Lizbońskiemu z 2007 roku, który nadał UE jednolitą strukturę i osobowość prawną. Przypomnijmy, że przeforsowano go po fiasku referendów we Francji i Holandii w 2005 roku ws. eurokonstytucji. Następnie na bazie tego Traktatu w styczniu 2014 roku Viviane Reding, ówczesna komisarz UE ds. sprawiedliwości, już oficjalnie przedstawiła koncepcję przekształcenia Unii Europejskiej w Stany Zjednoczone Europy, które przejęłyby znaczna część kompetencji należących do państwa członkowskich UE.W tym nowym tworze Komisja Europejska pełniłaby rolę rządu europejskiego, a Parlament Europejski byłby dwuizbowy: z izbą niższą i senatem. Natomiast kompetencje Rady Europejskiej  zostałaby ograniczone i ten organ byłby sprowadzony jedynie do roli konsultacyjnej. Decyzje „rządu europejskiego” miałyby pierwszeństwo wobec decyzji rządów poszczególnych państw i byłyby wiążące dla dotychczasowych państw członkowskich UE. Parlament Europejski byłby nadrzędny w stosunku do parlamentów krajowych.

Tego rodzaju propozycje świadczą o tym, że eurokraci zupełnie odeszli od założeń jakie przyświecały integracji europejskiej przed 60 laty, proponują lekarstwo gorsze od choroby. Przecież ogromnymi wyzwaniami dla dzisiejszej Europy są: zapaść demograficzna, kryzys imigracyjny, islamizacja, liberalizacja rynków i globalizacja, spadek konkurencyjności produktów europejskich, ochrona środowiska i polityka energetyczna. Eurokraci nie potrafią sprostać tym wyzwaniom i z pominięciem procedur demokratycznych, przy pomocy faktów dokonanych oraz „falandyzacji” prawa do przekształcenia Unii Europejskiej w zcentralizowane superpaństwo autorytarnie zarządzane przez brukselskich mandarynów.

Czy brnięcie w europejski projekt oparty na fałszywych i sztucznych podstawach nie jest zarzewiem upadku Europy? Brexit jest naturalna reakcje na politykę oderwana od realiów i miejmy nadzieje, że elity europejskie będą umiały wyciągnąć z niego właściwie wnioski.

 

Jan Maria Jackowski

 

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 28/2016