Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Miesięcznik „W Naszej Rodzinie” – Bez dzieci nie ma przyszłości

Według prof. Piotra Szukalskiego, demografa z Uniwersytetu Łódzkiego, Polska wpadła w spiralę depopulacji, której następstwa będą dramatyczne. W najbliższych 30 latach ubędzie przynajmniej 4,5 miliona Polaków, a w niektórych regionach czy powiatach ten spadek sięgnie aż 30 proc. mieszkańców. Skutki depopulacji będą znaczące zwłaszcza w skali lokalnej i regionalnej ponieważ nastąpi tak zwane wtórne wyludnianie się, będące rezultatem tego, że młodzi ludzi rozpoczynający dorosłe życie stwierdzają: „to nie jest dobre miejsce do zamieszkiwania, trzeba stąd uciekać”. Albo do większych ośrodków albo za granicę.

Proces spadku dzietności w Polsce rozpoczął się w 1963 roku w miastach, a w 1995 roku na wsi. Od 1987 roku osiągany przyrost ludności nie gwarantuje krajowi nawet reprodukcji prostej, co oznacza, że nas systematycznie ubywa, a społeczeństwo się starzeje. Spada dzietność polskich rodzin, co w konsekwencji prowadzi wpierw do starzenia się społeczeństwa , a następnie do kurczenia się populacji. Utrzymanie się tej tendencji przez dwa pokolenia oznaczyłoby według demografów, że prawie trzy piąte dzieci nie będzie miało rodzeństwa, kuzynów, ciotek i wujków, a jedynie rodziców i dziadków, być może pradziadków. Tym samym pojawi się nie tylko widmo wymierania Polski, ale także problem  rodzin „rozrzedzonych”, w których na jedno dziecko przypada sześć osób dorosłych. I to jedno dziecko, gdy dorośnie nie będzie w stanie wspierać swoich rodziców i dziadków.

Z prognoz demograficznych wynika, że do roku 2020 roku ubędzie co najmniej milion Polaków, a do 2030 aż trzy miliony. Według dramatycznej prognozy ZUS do roku 2060 ubędzie 8 milionów Polaków, czyli populacja w naszym kraju zmniejszy się o ponad 20 proc. To tak jakby całkowicie opustoszały największe miasta Polski: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Szczecin, Katowice oraz prawie całe województwo śląskie! Jeszcze niedawno w prognozach demograficznych przedstawiano opinii publicznej bardziej „optymistyczne” dane, bo obliczano zmniejszenie liczby Polaków do 2060 roku na 4,5 miliona…

Ulegnie znacznemu podwyższeniu średnia wieku i drastycznie wzroście odsetek osób w wieku poprodukcyjnym. Średni wiek mieszkańca Polski, który wynosi obecnie 36,7 roku wzrośnie w 2030 do 45,5 lat. W 2012 r. na 100 osób w wieku produkcyjnym (18 – 59/64 lata ) przypadało osób w wieku poprodukcyjnym (60/65 lat i więcej). W 2005 roku były to 24 osoby, a w 2030 będzie już 46 osób. Starzenie się społeczeństwa, o ile w początkowym etapie ogranicza zapotrzebowanie na wydatki społeczne państwa (głównie na edukację) i zwiększa dochody na osobę w rodzinie, o tyle później pociąga za sobą załamanie finansów publicznych, bo następuje dramatycznie wysoki wzrost wydatków społecznych na świadczenia emerytalne i opiekę zdrowotną. Depopulacja spowoduje, że samorządy nie będą miały środków na utrzymanie infrastruktury, więc koniecznością będzie ograniczanie sektora usług publicznych, w tym transportu. Zostanie „wywrócony rynek pracy”, a także będzie upadło wiele firm. Nadmierne obciążenie młodych pokoleń na rzecz starszych zwiększa ryzyko „wtórnego regresu demograficznego” (młode osoby są tak obciążone podatkami, że nie są w stanie podjąć trud rodzenia i wychowania własnych dzieci) i utrudnia szansę wyrwania się ze spirali coraz mniej licznych pokoleń.

Spadek dzietności socjologowie wyjaśniają przy pomocy teorii drugiego przejścia demograficznego, które polega na imperatywie zapewnienia samorealizacji. Konsumpcyjny model życia stymuluje dążenie do posiadania własnych źródeł dochodów z pracy, odpowiedniego wykształcenia i zadowolenia  z życia, a posiadanie dzieci jest postrzegane jako bariera do osiągnięcia tak wyznaczonych celów. Dziecko jest jednym z elementów układanki strategii sukcesu: najpierw praca, mieszkanie, urządzenie mieszkania, samochód, następnie dopiero dziecko. Drugie przejście demograficzne charakteryzuje zmniejszenie znaczenia małżeństwa, opóźnianie wieku jego zawierania, zmniejszanie liczby zawieranych małżeństw oraz zwiększenie roli związków nieformalnych, a także zmiana wzorca płodności, opóźnienie wieku urodzenia pierwszego dziecka. Tymczasem aby zapewnić tzw. prostą zastępowalność pokoleń, czyli utrzymywanie się mniej więcej stałej liczebności społeczeństwa, potrzebny jest wskaźnik dzietności (liczba dzieci przypadających na jedną kobietę ) większy lub równy 2,1. W ostatnich latach ten wskaźnik utrzymywał się na poziomie 1,2 – 1,4.

Procesów demograficznych nie da się odwrócić w perspektywie krótkookresowej – potrzebne są konsekwentne i żmudne działania długofalowe. Dziś jest ostatni dzwonek, bo później będzie za późno. Program rodzina 500 plus jest jednym z elementów nowoczesnej polityki rodzinnej.  Brutalna prawda jest taka, że ujemny przyrost naturalny spowoduje systematyczny wzrost liczby ludności w wieku poprodukcyjnym i zachwianie proporcji piramidy pokoleń. Ta tendencja niewątpliwie wzmocni w nieodległej przyszłości głosy domagające się legalizacji eutanazji w Polsce, co będzie motywowane również czynnikiem ekonomicznym: pracująca mniejszość nie będzie w stanie utrzymać niepracującej większości.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Miesięcznik W Naszej Rodzinie 5/2016