Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela – Sól ziemi: ”Dobroczynne” skrzydła ościennych mocarstw

Nie mająca mocy wiążącej opinia Komisji Weneckiej, w której jednostronnie interpretując fakty zarzucono Polsce naruszenie zasad demokracji, dostarczyła amunicji przeciwnikom obecnego rządu w kraju i za granicą. Cześć opozycji w Polsce i różne ośrodki zagraniczne przystąpiły do frontalnego uderzenia. Najbardziej oczywiście atakują rząd Beaty Szydło oraz PiS Niemcy, które przez politykę Angeli Merkel w sprawie imigrantów wywołały w Europie największy kryzys po II wojnie światowej.

Niemcy traktują UE przede wszystkim jako narzędzie do realizacji swoich interesów. Gdy jest to im wygodne ściśle współpracują z Rosją łamiąc solidarność europejską, a z drugiej strony, żądają solidarności europejskiej przy kryzysie migracyjnym, który sami wygenerowali. Ta polityka Berlina jest coraz bardziej krytykowana w Unii Europejskiej, a pozycja kanclerz z dnia na dzień słabnie. W UE następuje obecnie  rekonfiguracja dotychczasowego układu sił polegającego na dominacji niemieckiej. Rośnie pozycja krajów środkowej Europy, w tym Grupy Wyszehradzkiej z Polską, Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich.

Irytacja i frustracja wylewana na Polskę z Berlina jest tym większa, że poprzedni rząd PO – PSL był spolegliwy wobec Berlina. Premierzy z koalicji PO – PSL zakładali, że najlepszym pomysłem dla Polski jest trzymanie się klamki niemieckiej, wtedy może jakieś okruchy spadną  z „pańskiego stołu”. Beneficjentem tej polityki jest Donald Tusk, który dzięki kalkulacjom Angeli Merkel został przewodniczącym Rady Europejskiej. Natomiast obecny rząd, kierowany przez Betę Szydło, dopomina się o polskie interesy oraz poszanowanie podmiotowości i suwerenności Polski na arenie międzynarodowej i przede wszystkim dlatego jest tak agresywnie atakowany.

Wyrazem frustracji niemieckich elit rządzących jest ton komentarzy tamtejszych mediów. Na przykład w „Sueddeutsche Zeitung” napisano, że „nacjonaliści w Polsce rozbijają państwo konstytucyjne”. I dalej autor komentarza w „SZ” uprawia pedagogikę straszenia: „Teraz ruch należy do UE. Sytuacja jest zbyt poważna, by pozwolić sobie na dyplomatyczne utarczki. Kto likwiduje państwo prawa, ten sam stawia się poza Unią Europejską”. Z tego emocjonalnego komentarza przebija teutońska buta i poczucie wyższości typowe dla kraju, który doprowadził  Europę do największych tragedii w dziejach, w tym Holocaustu. Ujawnia się także mechanizm szantażu polegający na tym, że instancje międzynarodowe pozostające pod kontrolą Berlina, takie jak UE, uzurpują sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy polskie.

Komentarze niemieckie współbrzmią z tym, co głosi część opozycji. Sekwencja zdarzeń jest następująca: to PO w obliczu przewidywanej przegranej w wyborach parlamentarnej dokonała jeszcze w poprzedniej kadencji zamachu na Trybunał Konstytucyjny. Już po wyborach usiłowała przekształcić TK w nadrzędną władzę, której miał podlegać wyłoniony w demokratycznych wyborach parlament. Gdy to się nie udało dąży wszelkimi siłami do umiędzynarodowienia wewnętrznych konfliktów politycznych i tym samym działa na szkodę naszego kraju.

W Polsce mamy, niestety, długą tradycję, takiego niechlubnego działania. Po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja, której celem było ratowanie niepodległości Rzeczpospolitej, część ówczesnych elit u obcych dworów szukała pomocy pod pretekstem ratowania „zagrożonej demokracji”. Pomny tamtych doświadczeń Adam Jerzy Czartoryski mawiał, że w Polsce są dwie partie: tych, którzy dążą do wolnego i niepodległego państwa, oraz tych, którzy chcą oprzeć Polskę na „dobroczynnych” skrzydłach ościennych mocarstw. Ta diagnoza wielkiego Polaka nic nie straciła ze swego realizmu i aktualności. Niestety, najwyraźniej wśród części tak zwanych elit, jest nadal żywa rozwijana od czasów Targowicy tradycja serwilizmu i kapitulanctwa.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 13/2016