Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Miesięcznik – W Naszej Rodzinie: Europo quo vadis?

Ataki na Polskę na forum europejskim, między innymi w Parlamencie Europejskim, za rzekome łamanie wolności i praworządności rodzi smutną refleksję. Otóż mamy do czynienia z sytuacją przypominającą gwałtownie tonący Titanic. I zamiast podejmować działania ratownicze nie tylko nadal gra orkiestra,  ale wszczyna się awanturę, że na drugim pokładzie skrzypią drzwi i kilku wrażliwcom to bardzo przeszkadza…

Chciałoby się powiedzieć lekarzu, ulecz się sam. Kryzys imigracyjny, kryzys, demograficzny, kryzys bezpieczeństwa, kryzys instytucji europejskich, kryzys ekonomiczny, kryzys tożsamości, kryzys wartości – to tylko niektóre ze śmiertelnie groźnych chorób trawiących organizm europejski. A przecież u progu dwudziestego stulecia Europa była dominującym kontynentem w świecie. Stanowiła najbardziej rozwinięty gospodarczo i społecznie region globu. Co piąty mieszkaniec ziemi mieszkał w Europie, a jej potencjał gospodarczy dawał ponad 40 procent światowego produktu brutto.

Europejczycy wiedli prym w wynalazczości i wdrażaniu inowacji. Paradygmat postępu i rozwoju wytyczał kierunek przyszłości. Po wieku pary (XIX wiek), nadchodził wiek elektryczności. Myśl i technologie europejskie określały trendy na całym świecie, a Europa była największym eksporterem cywilizacji i kultury. Zasady moralne, etos wytrwałej pracy, odniesienie do transcendentalnego wymiaru człowieka organizowały narody europejskiej oraz nadawały sens ludzkiej egzystencji. Lecz już wówczas, w „złotych czasach” fin-de-siecle’u można było dostrzec działanie podskórnych wód, które podmywały wznoszone z mozołem przez wieki fundamenty europejskiego domu.

Dziś – po tragicznych doświadczeniach dwóch wojen światowych, straszliwym totalitaryzmie niemieckiego hitleryzmu i sowieckiego bolszewizmu, a także w związku z negatywnymi aspektami ideologii liberalnej i kultury permisywnej – ludność naszego kontynentu stanowi zaledwie 10 procent populacji świata. W Europie rodzi się coraz mniej dzieci, lawinowo przybywa emigrantów, głównie z krajów islamskich. Unię Europejską cechuje zaczerpnięta z korzeni oświeceniowych totalna ideologizacja wszelkich obszarów życia społecznego, gigantyczny rozrost biurokracji i deficyt demokracji. Ludzie coraz bardziej zdają sobie sprawę, że w czasach mającej ogromne zdolności manipulacyjne inżynierii społecznej, w rzeczywistości mediokracji, gdy środki przekazu stają się superwładzą, która przejmuje kompetencje ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze, mają coraz mniej do powiedzenia. Nasilają się konflikty społeczne, kulturowe, rozpowszechnioną postawą życiową jest hedonizm.

Politycznie poprawni ludzie władzy, prezentowani przez media jak reklama pasty do zębów, nie przedstawiają swoim społeczeństwom wielkich celów i projektów zdolnych zapalić do twórczego działania miliony Europejczyków. Coraz więcej mieszkańców Starego Kontynentu jest religijnie obojętna. Zamierają cnoty obywatelskie, takie jak solidarność, sprawiedliwość, dbałość o wspólne dobro, zdolność do poświęceń, odwaga, ofiarność.  Europejczycy są zestresowani i sfrustrowani, są fatige, czyli zmęczeni i zniechęceni.

Choć z jednej strony Europa poddana jest presji zaawansowanej integracji przedstawianej jako wizja „świetlanej przyszłości”, to z drugiej coraz więcej osób doświadcza rozczarowania i zniechęcenia objawiającego się apatią całych społeczeństw. Dominującym pragnieniem staje się poczucie bezpieczeństwa i wygody. Obniża się kreatywność, która jest motorem rozwoju. Europę trawi stagnacja gospodarcza. Paradoksem jest, że w czasach globalizacji inne kultury, które przez lata tyle czerpały z Europy wykazują ogromną dynamikę, rozwijają kreatywność i moralną siłę.

Europo, dokąd zmierzasz? Czyżbyś utraciła swe korzenie i dała się porwać nieokiełznanemu wichrowi dziejów? Czy żyjemy w czasach spenglerowskiego „Zmierzchu Zachodu”? Byłaby to wizja utkana z lęku, zbyt pesymistyczna, fałszywa. Przecież kryzys Europy nie przekreśla szansy na odnowę i nie determinuje ostatecznie jej upadku. Polska po zwycięstwie Andrzej Dudy i Prawa i Sprawiedliwości może odegrać istotna role będąc spoiwem między Wschodem i Zachodem, ukazując aktualność zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa tradycji kultury polskiej, i europejskiej,  i wnosząc do „projekty europejskiego” swój znakomity dorobek jagiellońskiej wielokulturowości w wymiarze społecznym i politycznym.

I być może dlatego jest tak bardzo krytykowana przez środowiska laickie oraz lewicowo-liberalne, które uważają, że bez Boga zbudują raj na ziemi. Tymczasem zamiast „świetlanej przyszłości” mamy to, co mamy. A przecież obecny kryzys Europy nie przekreśla jeszcze szansy na odnowę i nie oznacza jej upadku. Wielki Papież  św. Jan Paweł II, który tak często mówił o Europie, wielokrotnie podkreślał, że nasz kontynent nie zostanie autentycznie odrodzony i zjednoczony, jeżeli owa jedność nie będzie budowana na tych duchowych wartościach, które go kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem chrześcijańskiej tożsamości, bogactwa różnorodnych kultur i tradycji poszczególnych narodów.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Miesięcznik W Naszej Rodzinie 3/2016