Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Miesięcznik W naszej rodzinie – Reforma mediów publicznych

Praktyka ostatnich lat pokazuje, że obecna formuła organizacyjno-prawna mediów publicznych sprawia, iż media te stawały się w łatwy sposób elementem przedłużenia obozu władzy, który aktualnie rządził w kraju. Jednocześnie nie spełniały misji mediów publicznych, a przecież Telewizja Polska czy Polskie Radio są utrzymywane z abonamentu płaconego przez obywateli i w związku z tym mają szczególną rolę jako media publiczne. A jest to m.in. szanowanie chrześcijańskiego fundamentu kultury polskiej, utrwalanie wartości rodzinnych, rzetelne i obiektywne informowanie czy tworzenie otwartego forum debaty publicznej. Czy te elementy były realizowane?

W TVP Info zdarzyło się, że w analogicznym okresie łączny czas prezentacji Ryszarda Petru wynosił 5 godzin, a prezydenta Andrzej Dudy 14 minut, co najlepiej pokazuje jak były rozkładane akcenty. To w programie mediów publicznych Tomasz Lis w perfidny sposób zaatakował córkę kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy przypisując jej fałszywe wypowiedzi. Dziennikarz Polskiego Radia Krzysztof Grzesiowski prowadząc wywiad z kandydatem na Prezydenta Bronisławem Komorowskim powiedział: „My, czyli ci, którzy popierają pana osobę”. Ewa Wanat, szefowa RDC do września 2015, stwierdziła: „Dlaczego polskie sześciolatki są głupsze od rówieśników z Włoch, Francji i Niemiec? A może tylko państwu Elbanowskim rodzą się takie nierozgarnięte dzieci?”. Czy taki poziom dyskusji i hejtowania tych, których się nie lubi ma być standardem mediów publicznych?

To tylko garść przykładów. Rodzi się zatem oczywiste pytanie: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego media publiczne, zwłaszcza w segmencie audycji informacyjnych i publicystycznych, stały się stroną w toczącym się sporze politycznym. Problemem jest sposób kreowania władz spółek medialnych. Mamy bowiem do czynienia z zasadą domina. Liberalno-postkomunistyczny obóz, który z krótkimi przerwami przez ponad 25 lat sprawuje władzę w Polsce, miał istotny wpływ na obsadę KRRiT. Z kolei Krajowa Rada, wyłaniana w sposób polityczny, miała wpływ na obsadę rad nadzorczych mediów publicznych, z kolei te wpływały na obsadę zarządów, a zarządy na szefów anten i poszczególnych redakcji. W ten sposób zasada politycznego domina była przełożona na sposób zarządzania mediami publicznymi, a to miało bezpośredni wpływ na ich zawartość. Warto nadmienić, że obecny szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak był członkiem Unii Demokratycznej i Platformy Obywatelskiej. W 2010 roku był w komitecie poparcia Komorowskiego i z jego rekomendacji zasiada w KRRiT. W swoich działaniach nie ukrywał komu okazuje lojalność.

Media publiczne potrzebują zatem reformy. Prawo i Sprawiedliwość, w programie wyborczym, podkreślało, że jest to konieczność i ten program uzyskał poparcie Polaków dzięki czemu ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego uzyskało bezprecedensową po 1989 roku bezwzględną większość w Sejmie i w Senacie. Gdy jednak PiS chce zmieniać media, to jak mantra powraca stwierdzenie, że „to zamach na demokrację”. Każdemu działaniu rządu Prawa i Sprawiedliwości towarzyszy histeria. Szczególnie tym ruchom, które nie mieszczą się w katalogu oczekiwań „obozu postępu i demokracji” samozwańczo przypisującemu sobie monopol na sprawowanie rządów politycznych w Polsce oraz rządu dusz tworząc państwo przyjazne dla uprzywilejowanych a niesolidarne z pozostałymi obywatelami. Obóz ten kieruje się zasadą: demokracja jest tylko wtedy gdy my rządzimy, gdy jednak wyborcy zaufają komuś innemu, to jest zamach na demokrację.

W końcu ubiegłego roku parlament uchwalił tzw. małą ustawą medialną, dzięki której rady nadzorcze i zarządy Telewizji Polskiej i Polskiego Radia są powoływane przez ministra skarbu. To on odpowiada konstytucyjnie za majątek skarbu państwa.  A ponieważ we wszystkich innych spółkach Skarbu Państwa ministerstwo ma wpływ na powoływanie zarządów tych spółek, w związku z powyższym jest to jak najbardziej uzasadnione, żeby minister skarbu państwa kreował władze spółek na okres przejściowy, zanim zostanie wprowadzona duża ustawa medialna kompleksowo zmieniająca formułę organizacyjno-prawną mediów publicznych oraz zasady ich finansowania. Rząd zapowiada, że będzie ona w parlamencie na przełomie marca i kwietnia. W miejsce spółek medialnych powstaną narodowe instytucje kultury, a ich władze będzie powoływała Narodowa Rada Mediów. Obecny stan przejściowy ma umożliwić harmonijne przejścia w funkcjonowaniu mediów. Przy obecnych władzach spółki byłoby to niemożliwe, ponieważ widać wyraźnie, że ośrodki dominujące w mediach publicznych będą robiły wszystko, żeby nie przeprowadzić zmian.

W toku prac nad małą nowelizacją ustawy medialnej pojawił się postulat rozwiązania mediów publicznych. Jednak nie jest to właściwa droga. Można zrozumieć uzasadnioną krytykę mediów publicznych, ale w naszym państwie są one potrzebne. Takie silne instytucje medialne dobrze spełniające swoja misję mogą stać się ważnym miejscem debaty publicznej oraz będą przedstawiały rację państwa polskiego. Mamy taki rynek medialny, że znakomita większość mediów komercyjnych, a w mediach drukowanych w przeważającej większości, są one własnością kapitału zagranicznego. A ten ma swoje interesy polityczne i gospodarcze w naszym kraju. To ma istotne znaczenie w sposobie przekazywania informacji.

Nie należy zatem wylewać dziecka z kąpielą. Likwidacja mediów publicznych to jest sztandarowy postulat najsilniejszych mediów komercyjnych, które chętnie przejęłyby całość rynku w Polsce oraz publiczne archiwa medialne, a przede wszystkim archiwum Telewizji Polskiej, które ma ogromną wartość. Wtedy państwo polskie nie miałoby wpływu na kształtowanie ładu czy ustroju medialnego w naszym kraju, a wiemy dobrze, że suwerenność informacyjna jest jednym z elementów niepodległości.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Miesięcznik W naszej rodzinie 2/2016