Opublikowano w kategorii: Aktualności

Republika okrągłostołowa wciąż się broni-wywiad Jana Marii Jackowskiego

Jan Maria Jackowski, działacz katolicki, senator PiS | W Polsce mogłyby świetnie prosperować dwie partie prawicowe, tak jak w Niemczech 
– coś na kształt CDU, czyli chadecja – taka, jaką jest PiS – i CSU, czyli ugrupowanie konserwatywno-narodowe. Niestety, Roman Giertych doprowadził do upadku formacji, 
która mogła stać się tą drugą siłą.

„Plus Minus”: Jest pan od lat działaczem katolickim. Czy związek ze środowiskami katolickimi jest przeszkodą czy pomocą w karierze politycznej?

Jan Maria Jackowski: Nie należę do żadnej organizacji ani stowarzyszenia katolickiego. Natomiast jestem politykiem oraz autorem kilkunastu książek, a także licznych tekstów prasowych i w swojej działalności publicznej wyraźnie odwołuje się do inspiracji chrześcijańskiej. Jednak w mojej działalności publicznej nigdy nie podpieram się autorytetem Kościoła. Środowiskom katolickim zawdzięczam dobrą formację religijna i doktrynalną oraz kształtowanie poglądów i charakteru. To wiara jest czynnikiem kształtującym mnie jako człowieka.

– Wnikliwie obserwował pan wojny ideologiczne lat 90-tych ubiegłego stulecia, które później opisywał pan w książkach. Czy uważa pan te wojny za zakończone?

Ta konfrontacja – chrześcijaństwa i ideologii liberalnej – ciągle trwa nie tylko w Polsce ale i całej Europie. I nie od lat 90-tych ale od epoki oświecenia. A teraz nabiera szczególnej widowiskowości z powodu imigrantów napływających do Europy. Obserwujemy dwie postawy –  jedna to obrona europejskiej tożsamości, kultury i szeroko pojętej cywilizacji opartej na chrześcijaństwie , a druga to przekonanie, ze człowiek bez wymiaru transcendentalnego, sam z siebie jest w stanie zbudować raj na ziemi. Wedle tej drugiej postawy ten kto ma  silną tożsamość kulturową czy religijną nie może być dobrym demokratą, a nawet dobrym członkiem społeczeństwa otwartego. I że najlepsze co się może Europie przytrafić to społeczeństwo multikulturowe. Tyle, że ten naiwny model multi-kulti niespodziewanie znalazł się w odwrocie.

– Co pan ma na myśli?

– Kłopoty tych krajów europejskich, w których jest znaczący odsetek przybyszów spoza naszego kontynentu. Ostatnio są szeroko komentowane ataki na kobiety w Kolonii i innych miastach, w noc sylwestrową. Mamy do czynienia z natarciem środowisk o bardzo silnej identyfikacji kulturowej i religijnej. Myślę o wyznawcach islamu, którzy napływają na nasz kontynent i dla których rozmyta tożsamościowo Europa stała się łatwym łupem. Jedna z działaczek feministycznych tłumaczyła, że w kulturze islamu kobieta przed zaczepkami mężczyzn chroni się poprzez szczelne okrycie.  Dlatego gdy mężczyźni wyrośli w tamtej kulturze widzą roznegliżowaną według nich kobietę, to traktują ją jako obiekt seksualny.  I nawet nie bardzo rozumieją dlaczego taka kobieta stawia opór czy robi awanturę. To teza, która wiele wyjaśnią. Ale jaki z tego wniosek? Że być może Europejki będą się musiały dostosować do nowej sytuacji. Bo pogadanki, które mają przekonać islamistów, by inaczej patrzyli na kobiety, to wyjątkowo naiwne postępowanie.

– Przecież większość imigrantów tak się nie zachowuje.

– Oczywiście, że nie ale dylematy elit zachodnioeuropejskich są widoczne jak na dłoni. Wystarczy przeczytać książkę Michela Huellbecqa „Uległość”. Autor opisuje przyszłość Francji, w której prezydentem zostaje islamista. Bohater tej książki, agnostyk, profesor Sorbony, lewicowy intelektualista, w końcu przechodzi na islam. A przekonuje go do tego wizja, że będzie mógł mieć kilka żon i doskonałą pensję. Konformizm przedstawiony w książce jest przerażający. Ale jeszcze gorsze jest zamykanie oczu na istniejące zagrożenia..

Wróćmy do pana książek. W Bitwie o Polskę” opisuje pan wojnę aborcyjną lat 90-tych.

Tej sprawie poświęcam w tej książce zaledwie kilka stron, znacznie więcej piszę o tym w trylogii „Bitwa o Prawdę” z 1997 roku. Batalia o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest fundamentalna kwestią kształtu państwa demokratycznego i wolności obywatelskich. Książka „Bitwa o Polskę” – cytowana przez Jana Pawła II – jest esejem historyczno-publicystycznym na temat ideowych korzeni tzw. transformacji pokojowej w Polsce, która przez filozofię „grubej kreski ” nie potrafiła rozliczyć się z przeszłością, dokonać tzw. „nowego otwarcia” i budować nakierowanej na narodowy interes gospodarki ,polityki, kultury z jednoczesnym wzmocnieniem perspektywy rodzinnej, która zapobiegła by katastrofie demograficznej, z którą zmagamy się obecnie..  Skutkiem tak tworzonej rzeczywistości po 89 roku jest podział Polaków na grupę beneficjentów tego kształtu przemian i szerokich rzesz Polaków zapracowanych ponad siły bez perspektyw rozwojowych, zmuszanych ekonomią do emigracji zarobkowej . Manifestacje, które się ostatnio przetaczają przez Polskę, to ze strony znacznej części ich organizatorów jest nic innego jak obrona III RP i przywilejów beneficjentów republiki okrągłostołowej, którzy poczuli się zagrożeni w swoim monopolu na sprawowanie władzy.

– To ciekawe, bo z kolei demonstranci uważają, że to ich działania przypominają 1980 rok. Rok zwycięstwa opozycji nad komunistyczną, opresyjną władzą.

– Porównanie nietrafione. Solidarność 1980 roku była ruchem masowym. Było w niej wówczas  prawie 10 mln ludzi. Tak więc skala poruszenia społecznego była zupełnie inna. Demonstracje w obronie życia w latach 90-tych (i prawie 3 miliony podpisów pod protestami przeciwko liberalizacji aborcji) czy późniejsze w obronie Telewizji „Trwam” przyciągały więcej uczestników, bo około 100 tys., a więc znacznie więcej niż obecne manifestacje gdyż autentycznie broniono prawa do życia i wolności słowa..

– Wojna aborcyjna poruszała całe społeczeństwo nie tylko środowiska pro life. W zbieranie podpisów rzecz referendum w sprawie karalności aborcji włączyły się prawie 2 mln ludzi. I wyrosły na tym dwie partie – ZChN i Unia Pracy.

– Ale ruchy pro life odniosły gigantyczny sukces w sensie budowania świadomości i debaty publicznej. Przecież diametralnie zmieniły się postawy społeczne. Na początku lat 90-tych akceptacja dla aborcji była dość powszechna. Teraz nawet środowiska lewicowe, które głosiły, że  przerywanie ciąży jest prawem kobiety, przyznają, że może aborcja nie jest złem. Przy okazji tych wydarzeń lewica próbowała zbić kapitał na antyklerykalizmie oraz chwytliwych hasłach o postępie i nowoczesności, które napędzały wrogość do Kościoła i jego nauczania w aspekcie etyki seksualnej w latach 90-tych.

– Przecież lata 90-te przyniosły ogromny wzrost znaczenia Kościoła w życiu publicznym. Ustawowy zakaz przerywania ciąży, wprowadzenie religii do szkół, komisja majątkowa, która zwracała kościołom nieruchomości zagarnięte w czasach PRL, ulgi podatkowe – tak wygląda antyklerykalizm?

– Antyklerykalizm był bardzo silny. Pamiętam pielgrzymkę św. Jana Pawła II w 1991 roku. Papież był wtedy wyjątkowo chłodno przyjmowany przez znaczna cześć ówczesnych elit. Wtedy w niektórych mediach zadawano pytania: ile nas to będzie kosztowało, kto zapłaci za drogi budowane na pielgrzymkę, po co ta wizyta, dlaczego papież wtrąca się w naszą wolność, dlaczego mówi o Dekalogu.  A przecież tamta pielgrzymka opierała się na Dekalogu, bo w każdym mieście papież w homilii omawiał inne przykazanie. To wtedy premier Jan Krzysztof Bielecki mówił do kardynała Józefa Glempa „pan Glemp”, a wiceminister zdrowia Kazimierz Kapera został wyrzucony z rządu za słowa, że homoseksualizm jest dewiacją, którą należy leczyć.

– Przecież nie jest chorobą.

– Lecz jeszcze niedawno medycyna tak to definiowała. Chodzi także o panujący wówczas klimat. Duże wpływy miał Tygodnik NIE Jerzego Urbana, gdzie pojawiały się ostre teksty antyklerykalne. Zaś „Gazeta Wyborcza” rozpisywała się, że grozi nam klerykalizacja i „katolickie państwo narodu polskiego” i że Chomeini był liberałem w porównaniu do tego co szykuje nam ZChN. Dziś może już niewiele osób to pamięta, ale wówczas atmosfera konfrontacji była bardzo ostra.

– Ale prawica i tak wzięła górę. Lewa strona przez lata była w odwrocie. Dopiero Janusz  Palikot na powrót wprowadził do debaty publicznej sprawy światopoglądowe i wątki antyklerykalne.

– Nie zgadzam się z tym. Po zwycięstwie SLD w 2001 tez był odczuwalny klimat antyklerykalizmu. Pamiętam obawy kręgów katolickich, że wejście do Unii Europejskiej zmusi nas do akceptacji prawa do aborcji, do eutanazji czy małżeństw homoseksualnych. Z satysfakcją mówili o tym prominentni politycy lewicy i niektórzy liberałowie. Z drugiej strony, uspokajano opinię publiczną twierdząc, że Unia Europejska nie narzuca nikomu poglądów w takich sprawach. Równolegle budowano silny nurt rewolucji kulturowej w instytucjach państwowych, programach nauczania, czy instytucjach życia kulturalnego z dzikimi kampaniami reklamowymi nie podlegającymi praktycznie żadnym regulacjom oraz postępująca seksualizacja. Dopiero podczas przygotowań do referendum klimat trochę się zmienił, bo premier Miller zaczął zabiegać o poparcie Kościoła.

– Te stare spory o aborcję w pewnym momencie odeszły w niepamięć i w ostatnich latach toczyła się gorąca wojna o gender, którą zepchnęli w cień dopiero imigranci.

– Kryzys imigracyjny wziął debatę o gender w nawias.    Dyskusja na ten temat obnaża ideologiczny kształt takich założeń , które uzurpują sobie prawo porządkowania rzeczywistości jak np. ”Konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, która straciła sens skoro zetknęliśmy się z cywilizacją islamską mająca zupełnie inne podejście do kobiet. Zauważmy symptomatyczne milczenie, do niedawna nazbyt głośnych, środowisk feministycznych i progenderowych po wydarzeniach w Kolonii. Te wydarzenia mogą stać się kamieniem milowym debaty na temat naszych wartości, tego dlaczego chcemy je chronić, co z nich wynika, jak dalece możemy absorbować przedstawicieli innych kultur, jak powinna wyglądać integracja imigracyjna, czy multikulturalizm w obecnym wydaniu się sprawdził, a jeżeli tak to dlaczego imigranci nie chcą się asymilować, tylko tworzą zamknięte środowiska, w których kierują się własnymi zasadami i prawami często nie przystającymi do praw obowiązujących w danym kraju.

– Uważa pan, że odpowiedzią na te wszystkie pytania jest powrót do korzeni chrześcijańskich? Europa w znacznej części jest zlaicyzowana. Poza tym świat laicki nie jest pozbawiony wartości.

Korzenie chrześcijańskie  stanowią obok kultury starożytnej i judeochrześcijaństwa niekwestionowany fundament cywilizacji europejskiej. Tzw. wartości europejskie nie są niczym innym jak odwołaniem się do tego dziedzictwa jednak z ideologicznym wyrzuceniem pojęcia Boga czy „chrześcijaństwa”’ z dyskursu . Stąd oparcie naszej cywilizacji na fundamencie sprzed 2 tys. lat jest jedynym sensownym wyjściem z sytuacji wojny religijnej i kulturowej, która rozgrywa się na naszych oczach. Będącej w depresji i zimie demograficznej kwitnącej niegdyś Europie potrzeba tej świeżości i nowego powietrza. Bo Ewangelia jest zawsze nową i żywą rzeczywistością. Andre Malreaux myśląc o Europie mawiał, że wiek XXI albo będzie religijny albo go nie będzie.

– Polsce na razie nie grozi destabilizacja moralna. Rządzą partie prawicowe, a Radio Maryja, katolicka rozgłośnia ojca Tadeusza Rydzyka jest ważnym graczem politycznym na prawicy.

– Moim zdaniem to nieuprawniona teza. Radio Maryja przede wszystkim zajmuje się ewangelizacją i upowszechnianiem społecznego nauczania Kościoła w obszarze społecznym i gospodarczym czy praw człowieka. To oczywiście dotyka przestrzeni publicznej ale nie oznacza działalności politycznej. To niektórzy politycy nadają Radiu Maryja znaczenie polityczne. Oceniają je w kategoriach podmiotu na scenie politycznej, który albo jest przyjazny albo wrogi, w zależności od tego, kto dokonuje oceny.

– A jednak głośna była wypowiedź ojca Rydzyka, która oznajmił, że zrywa współpracę z Kancelarią Prezydenta Andrzeja Dudy, bo nie zabrała jego dziennikarza na któryś wyjazd i z rządem Beaty Szydło, bo powchodziły do niego niewłaściwe osoby.

– Ojciec Tadeusz wypowiedział swoją opinię w radiu, które zbudował. Dla mnie to nie jest element uprawiania polityki. Księża są obywatelami i mają prawo wypowiadać się na temat spraw publicznych. Byli przecież księża, którzy manifestacyjnie sprawowali mszę św. w intencji prezydenta Komorowskiego po przegranych przez niego wyborach.

– Radio Maryja wspierało też PiS w ostatniej kampanii.

– Radio Maryja zajmuje się propagowaniem społecznego nauczania Kościoła i zaprasza przedstawicieli tych ugrupowań, które odwołują się do nauczania Kościoła. Trudno, żeby katolickie radio promowało polityków popierających legalizację aborcji czy in vitro.

– A pamięta pan, jak ojciec Tadeusz Rydzyk poróżnił się z Romanem Giertychem szefem LPR, którego wcześniej promował i stwierdził, że Giertych jest już na katafalku? I faktycznie wylądował on na politycznym katafalku. To nie jest mieszanie się do polityki?

– Widocznie Roman Giertych nadużył zaufania ojca Tadeusza Rydzyka. Zresztą sam stał się ogromnym krytykiem Radia, łącznie z tym, że pisał skargi do Watykanu.

– A jak pan ocenia obecne zachowanie Giertycha? Był pan kiedyś członkiem LPR więc zna go pan lepiej niż inni.

– Romana Giertycha poznałem w 1992 roku. Wydawało mi się, że będzie reaktywatorem ruchu narodowego. Jednak z czasem nastąpiła u niego jakaś ogromna ewolucja ideowa. Moim zdaniem stało się to ze stratą dla sceny politycznej. W Polce mogłyby świetnie prosperować dwie partie prawicowe tak jak w Niemczech – coś na kształt CDU czyli chadecja taka jaką jest PiS i CSU czyli nowoczesne, ale jednocześnie konserwatywno-narodowe ugrupowanie. Niestety Roman Giertych doprowadził do upadku formacji, która mogła stać się takim polskim CSU. Ja sam zostałem wykluczony z Ligi Polskich Rodzin w 2006 roku, za to, że z grupą działaczy uważaliśmy, iż należy zawiązać koalicję z PiS. Po czym kilka dni później Roman Giertych został wicepremierem w rządzie PiS.

– Mimo to krytykował pan PiS za połknięcie tzw. przystawek czyli Samoobrony oraz LPR i utrzymywał pan, że to była jedna z przyczyn wyborczej porażki  PiS w 2007 roku.

– Było wiele przyczyn tamtej porażki, bo też popełniono wiele błędów po obu stronach. Jednym z nich było skrócenie kadencji Sejmu, bo wiele spraw wówczas rozpoczęto ale nie doprowadzono do końca. A przecież prawica miała większość w Sejmie i Senacie oraz sprzyjającego prezydenta. Niestety tamta szansa została stracona. Ale to nie była wina jednej czy dwóch osób. Po prostu brak było refleksji i dystansu. Te napięcia, które się pojawiały między liderami koalicji, a także próby pójścia na skróty, bo jednak koalicjanci tak postępowali, że łatwo było wykazać ich nielojalność w stosunku do głównego partnera, fatalnie się zemściły.

– A jakim przywódcą był wówczas Roman Giertych?

– Bardzo zdecydowanym. Miał grupę współpracowników z Młodzieży Wszechpolskiej, którzy byli sprawni w bieżącej organizacji działalności politycznej, a zarazem pozwalali Giertychowi zachować wyrazistość i skuteczność działania. Natomiast nie było wewnętrznej debaty na temat bieżących wydarzeń, wypracowania taktyki czy sposobu postępowania. Od członków partii oczekiwano posłuchu i realizacji wytycznych..

– Ale pana działalność publiczna nie zaczęła się bynajmniej od LPR. W latach 90-tych był pan członkiem Rady ds. Mediów i Informacji przy prezydencie Lechu Wałęsie.

– To prawda. Od 1989 roku byłem dziennikarzem telewizyjnym. W 1993 roku miałem już spory dorobek na koncie. Wtedy pojawiła się możliwość wejścia do tej Rady. Ja już wówczas bardzo krytyczne oceniałem Lecha Wałęsy, z powodu jego roli przy obaleniu rządu Jana Olszewskiego o czym pisałem w wydanej w styczniu 1993 roku „Bitwie o Polskę”. Jednak ówczesny sekretarz Episkopatu ks. abp Bronisław Dąbrowski zasugerował mi, żebym nie odrzucał propozycji. I tak się stało.

– I później popierał pan Wałęsę w wyborach prezydenckich  w 1995 roku.

– Mimo wszystko był mi bliższy od jego głównego konkurenta, Aleksandra Kwaśniewskiego. Poza tym uważałem, że inni kandydaci np. prof. Adam Strzembosz popierany na początku przez PC czy Hanna   Gronkiewicz-Waltz wspierana przez ZChN nie są w stanie wygrać z Kwaśniewskim.

– A w jaki sposób znalazł się pan w orbicie AWS w 1997 roku? Nie był pan wówczas w żadnej partii.

– Ale pisałem książki, zajmowałem się mediami i uchodziłem za eksperta ds. mediów.

– Jak pan wspomina czas rządów AWS?

– Ówczesna ekipa miała określoną wizję państwa i chęć jej realizacji. Stąd się wzięły słynne reformy Jerzego Buzka. Były one mocno dyskutowane na posiedzeniach klubu AWS. Ogromne emocje budziła reforma samorządowa, bo wiele miast traciło status ośrodków wojewódzkich. Z drugiej strony to był też okres szalonych błędów. Formuła wielonurtowości AWS była cenna ze względu na poszanowanie różnych środowisk. Niestety nie dopracowaliśmy się kultury pracy we frakcjach, które na etapie uzgadniania stanowiska ze sobą rywalizują ale gdy decyzja zapadnie, to ją zgodnie realizują. W AWS dyskusję zastąpiły parytety partyjne, a nieustanna rywalizacja nie pozwalała na współdziałanie.

– Skończyło się to wszystko nieprzyjemnymi scenami np. gdy nieomal publicznie wyrzucano z AWS środowisko Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego.

– SKL również miało na sumieniu wypychanie niektórych ludzi.. Mścił się brak wewnętrznego dialogu i umiejętności dochodzenia do konsensusu. W pewnym momencie Marian Krzaklewski nie był w stanie zapanować nad tymi elementami rozsadzającymi od środka AWS.

– A dlaczego pan zapisał się do ZChN w 2001 roku?

– Dlatego, że obiecałem to ówczesnemu szefowi tej partii, Jerzemu Kropiwnickiemu. On rekomendował mnie na listę AWS w wyborach 2001 roku ale prosił abym po wyborach zapisał się do ZChN. Dzień po wyborach poszedłem do siedziby ZChN, żeby się zapisać do partii.

– Dodajmy, że były to wybory sromotnie przegrane przez AWS.

– To prawda. W siedzibie ZChN nerwowo pakowano sprzęty, a ja mówię: poproszę deklarację członkowską. Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.. Ale uznałem, że skoro dałem słowo to muszę go dotrzymać. Byłem przez rok członkiem ZChN. Później wstąpiłem do LPR, z której – jak już mówiłem – zostałem wykluczony.  Od 2006 jestem bezpartyjny, a od 2011 senatorem PiS. Program tej partii jest w zncznej mierze realizacja postulatów zapisanych w „Bitwie o Polskę” z 1993 roku.

rozmawiała Eliza Olczyk

Źródło: info.rp.pl