Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela – Sól ziemi: Nowe media publiczne

Trwają prace nad ustawą o funkcjonowaniu mediów publicznych. Czy jest ona potrzebna, czy telewizja i radio nie mogą funkcjonować w takiej formie jak obecnie? Praktyka ostatnich lat pokazuje, że formuła organizacyjno-prawna mediów publicznych sprawia, że media te stawały się w łatwy sposób elementem przedłużenia obozu władzy, który aktualnie rządził w kraju. Jednocześnie nie spełniały misji mediów publicznych, a przecież są utrzymywane z abonamentu opłacanego obowiązkowo przez Polaków. W związku z tym spełniają szczególną rolę jako media publiczne. A jest to m.in. szacunek dla zbudowanej na chrześcijaństwie tradycji kultury polskiej, utrwalanie wartości rodzinnych, rzetelne i obiektywne informowanie czy tworzenie otwartego forum debaty publicznej.

Czy ustawowe zadania były realizowane? W tej materii każdy z Czytelników ma na pewno swoją ocenę. Problemem jest sposób kreowania władz spółek mediów publicznych. Mamy bowiem do czynienia z zasadą domina. Liberalno-lewicowo- postkomunistyczny obóz, który z krótkimi przerwami po 1989 lat sprawuje władzę w Polsce, miał istotny wpływ na obsadę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Z kolei KRRiT, wyłaniana w sposób polityczny, miała wpływ na obsadę rad nadzorczych mediów publicznych, z kolei te wpływały na obsadę zarządów, a zarządy na szefów anten i poszczególnych redakcji. W ten sposób zasada politycznego domina była przełożona na sposób zarządzania mediami publicznymi, a to miało bezpośredni wpływ na ich zawartość.

Z pewnością kluczem jest zmiana sposobu powoływania najważniejszych osób w mediach. Powraca także pytanie o komercjalizację mediów publicznych, która przez lata była źle pojęta. Media publiczne miały status spółek akcyjnych i opierały się na zasadach kodeksu handlowego. Mają więc zadania statutowe polegające na wypracowywaniu zysków. Stąd element komercjalizacji, który był obecny w mediach publicznych, i jest on stosunkowo silny. Komercja bardzo często powoduje, że schlebia się popularnym gustom i wiele misyjnych programów, czyli tych, które zajmują się wysoką kulturą, było spychanych czy wręcz nieemitowanych. A działo się tak, bo uznawano, że one nie będą przyciągały widzów.

Komercjalizacja odegrała rolę negatywną, ponieważ odbywała się kosztem misji. Konieczne jest zatem odejście od formuły spółki prawa handlowego. Dlatego dobrym pomysłem jest przekształcenie mediów publicznych w narodowe instytucje kultury. W ten sposób działałyby jako instytucje zaufania publicznego z określonymi władzami oraz trwale zapewnionymi środkami na swoją statutową działalność czyli misję opisaną ustawowo.

Finansowanie nowych mediów publicznych odbywałoby się za pośrednictwem budżetu państwa. Rozważane też jest zastąpienie abonamentu mniejszą, ale za to powszechna opłatą audiowizualną. W ten sposób media publiczne miałyby zapewnioną stabilizację finansową, co jest szczególnie ważne dla publicznych rozgłośni radiowych, które przy obecnym systemie borykały się z trudnościami finansowymi. Zazwyczaj uwaga opinii publicznej koncentruje się na Telewizji Polskiej, a media publiczne to jest także „duże radio”, czy Polskie Radio ze swymi programami oraz 17 spółek regionalnych.

Zapewnianie stałego finansowania radiofonii i telewizji w oparciu o budżet będzie dawało możliwość tworzenia długofalowych programów, a jednocześnie będzie można egzekwować ich misyjność. Już się pojawiają się głosy, że PiS chce zmieniać media, i jest powtarzane jak mantra stwierdzenie, że „to zamach na demokrację”. Każdemu działaniu rządu Prawa i Sprawiedliwości towarzyszy histeria. Szczególnie tym, które nie mieszczą się w katalogu oczekiwań „obozu postępu i demokracji” przypisującemu sobie monopol na sprawowanie rządów politycznych w Polsce oraz rządu dusz. Wszystko, co nie mieści się w wyobrażeniach tego obozu, jest zamachem na demokrację. Obóz ten kieruje się starą zasadą Kalego – „jak Kali kraść krowy, to dobrze, a jak Kalemu ukraść krowy, to niedobrze”.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 1/2016