Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Tygodnik Niedziela- Sól ziemi: Wojna w Europie

Tragiczne wydarzenia w Paryżu 13 listopada pokazały słabość Europy oraz fiasko multikulturowości motywowanej ideologią politycznej poprawności. Mimo intensyfikacji działań prewencyjnych ze strony służb specjalnych państw członkowskich Unii Europejskiej nasz kontynent jest coraz bardziej zagrożony. „Można powiedzieć, że mamy już wojnę w Europie” – tak bestialskie ataki bojowników ISIS w stolicy Francji skomentował były antyterrorysta, gen. Roman Polko. Przyznał także, że terrorystom z tzw. państwa islamskiego udaje się skutecznie przenieść konflikt z Syrii do Europy.  Bo przecież zamachy 13 listopada w Paryżu są związane z kryzysem migracyjnym i francuskimi bombardowaniami pozycji ISIS oraz pól naftowych, kontrolowanych przez islamistów.

Charakterystyczne, że ataki islamistów we Francji nasilają się tym bardziej, im bardziej ten kraj odchodzi od chrześcijańskich korzeni. Relatywizm moralny, bezideowy laicyzm, promocja homoseksualizmu i stylu życia „róbta co chceta” przy coraz większej liczbie wielomilionowej diaspory muzułmańskiej dla której to, co Europa uważa, że jest nowoczesnym przejawem niczym nie skrepowanej wolności człowieka to dla wyznawców Mahometa jest promowaniem szatańskich idei. 7 stycznia tego roku miał miejsce atak terrorystów islamskich na redakcję „Charlie Hebdo”, francuskiego lewacko-satyrycznego tygodnika znanego z obrażania uczuć religijnych uzasadnianego „wolnością słowa”, który dla radyklanej społeczności muzułmańskiej jest synonimem nihilizmu i zgnilizny moralnej.

W Europie mamy na dodatek kryzys migracyjny. Wywołała go kanclerz Niemiec Angela Merkel. Remi Brague,  francuski filozof i historyk, laureat Nagrody Ratzingera, podkreślał to bardzo wyraźnie. „Niemcy – mówił w jednym z wywiadów – mają ogromny problem demograficzny. I ten kryzys bezdzietności trwa już dość długo. Ponieważ sami nie chcą się rozmnażać, potrzebują świeżej krwi. Napływ imigrantów jest im więc na rękę. Pytanie, czy przybysze zamienią się w „dobrych Niemców”. Mam co do tego poważne wątpliwości. Ale co robić? Kto nie dba o reprodukcję własnego narodu, zostanie w końcu zastąpiony przez obcych, którzy wypełnią powstałą lukę. Ten, kto nie chce dawać życia, nie ma prawa się skarżyć”.

Mocne i mądre słowa. Zamachy 13 listopada w Paryżu potwierdziły obawy związane z napływem do Europy setek tysięcy imigrantów. Kto wie, czy nie mamy już do czynienia z czymś, co można określić mianem inwazji. Tym bardziej, że w Europie myli się prawo do azylu z prawem do osiedlania się gdzie się chce, w dowolnym kraju, nawet jeśli nie jest się ofiarą żadnych prześladowań i nie pochodzi się z rejonu wojennego konfliktu. Dlatego jak najbardziej słusznie minister Konrad Szymański, odpowiadający w rządzie Beaty Szydło za sprawy europejskie, zwraca uwagę, że ataki z 13 listopada oznaczają konieczność jeszcze głębszej rewizji europejskiej polityki wobec kryzysu migracyjnego.

Unia Europejska według niego musi pilnie postawić na agendzie migracyjnej postulaty kontroli granic zewnętrznych UE oraz przeciwdziałanie kryzysowi u źródeł, w porozumieniu z krajami trzecimi. Potrzebna jest intensyfikacja prac nad programem readmisji, który powinien dotyczyć każdej osoby, której nie jest należna ochrona międzynarodowa.

Minister uważa, że krytykowane przez nas decyzje Rady UE o relokacji uchodźców i imigrantów do wszystkich krajów UE mają wciąż status obowiązującego prawa UE. Wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu nie widzimy jednak politycznych możliwości ich wykonania.  Polska musi zachować pełną kontrolę nad swoimi granicami, nad polityką azylową i migracyjną. Nic dodać, nic ująć.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Niedziela Ogólnopolska 48/2015