Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Miało być inaczej i było inaczej

Oficjalne uroczystości 76. rocznicy wybuchu II wojny światowej z udziałem kompanii honorowej 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej, wielu zacnych gooeci, mławian i przyjezdnych rozpoczęły się w ubiegły piątek, 28 sierpnia, o godz. 17.00 na Starym Rynku w Mławie od złożenia meldunku wojskowego. Po przywitaniu przybyłych przez burmistrza Mławy Sławomira Kowalewskiego pięciu kombatantów i sekretarz miasta Mariusz Szczechowicz zostali odznaczeni medalami „Zasłużony dla Miasta Mława”, a poseł Mirosław Koźlakiewicz, rektor PWSZ Leszek Zygner i burmistrz Kowalewski brązowymi odznakami „Za zasługi dla Związku Żołnierzy Wojska Polskiego”. W swoim wystąpieniu poseł Koźlakiewicz zauważył, że wolność nie jest nam dana na zawsze, trzeba o nią walczyć i nieustannie o nią dbać. Natomiast senator Jan Maria Jackowski przypominał, iż Francuzi i Anglicy w podobny sposób pielęgnują pamięć o bohaterach I wojny światowej. Słowa uznania dla Polaków padły też z ust asystenta Stephena Mulla, byłego ambasadora USA w Polsce i przedstawiciela Tajwanu. Potem był apel pamięci, salwa honorowa i defilada pododdziałów. Jednak wszyscy najbardziej czekali na teatr żywy na ulicy, czyli na inscenizację nalotu bombowego na Mławę przedstawioną w widowisku plenerowym „A we wrześniu poproś mnie do tańca”. Można mieć jednak wątpliwości, czy zaspokoiła ona oczekiwania licznych odbiorców. Mieszały się w niej bowiem różne wątki i wydarzenia z codziennego życia przedwojennej Mławy: zatargi kłótliwych przekupek i kumoszek, okrzyki drobnych złodziejaszków i chuliganów przeplatane były uroczystościami o charakterze patriotyczno-religijnym i okazjonalnymi zabawami tanecznymi, doniesieniami radiowymi i prasowymi na temat wielkiej polityki, dotyczącymi Mazurów i Żydów przez Niemców, wspomnieniem legendarnej Mławy, okrzykami dzieci nawołujących do wspierania rozwoju floty morskiej. Całość zamknął krótki epizod nalotu na miasto. Wielu się zastanawiało, co miało symbolizować wielokrotne rozwieszanie białych płócien pod murami kościoła. Może to tylko jakiś lapsus? A może coś więcej? — Było długo i nudno — kwitowali imprezę jedni. — Niewiele widziałam i słyszałam poza krążącym nad rynkiem samolotem, dymem nad wieżą ratusza i hukiem petard — stwierdziła inna osoba. — Tu chyba był przerost treści nad formą — dorzucił ktoś inny. — A miało być inaczej, ciekawiej — ubolewała kobieta w średnim wieku. Po chwili dodała: — No tak, było inaczej. Po inscenizacji wszyscy przemaszerowali pod pomnik Józefa Piłsudskiego w parku miejskim, by u jego stóp zapalić znicze — symbol pamięci o ofiarach II wojny światowej poległych i zamordowanych przez nazistów na tym terenie. Ustawione zostały w dwóch biało-czerwonych kolumnach. Podobnie, staraniem harcerzy, uczyniono w innych miejscach — na cmentarzach, pod tablicami pamiątkowymi. Ostatnim akcentem dnia był koncert piosenek patriotyczno-wojskowych w wykonaniu Kingi Kowalkowskiej pt. „Tam Polska, gdzie żołnierska pieoeń” na estradzie im. Tekli Bądarzewskiej w parku miejskim. Dawne szlagiery wojskowe przeplatały się ze współczesnymi, także wyrażającymi pragnienie wolności i miłość do ziemi ojców.

Źródło: Tygodnik Mazowiecki 1.09.2015