Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

Miesięcznik W Naszej Rodzinie – Media w służbie władzy

Kampania prezydencka – szczególnie okres między pierwszą a drugą turą – ujawniły z całą wyrazistością stronniczość najsilniejszych środków przekazu w Polsce. Telewizja Polska, TVN, czy „Gazeta Wyborcza”, a także inne media tzw. głównego nurtu, nawet nie usiłowały ukryć, że opowiadały się za kandydatem „racjonalnym” czyli Bronisławem Komorowskim. Propaganda uprawiana przez sztabowców ustępującego prezydenta jako żywo przypominała minione czasy, a zwłaszcza okres przed częściowo wolnymi wyborami 4 czerwca 1989. Wówczas komuniści, którzy prawie w 100 proc. kontrolowali ówczesne media, przedstawiali kandydatów „Solidarności” jako „elementy antysocjalistyczne”, które chcą zdestabilizować państwo, a kandydatów peerelowskiego establishmentu jako „racjonalnych” i „odpowiedzialnych”.
Modny jest obecnie zwrot media „mainstreamowe”. Jest to określenie środków przekazu pozostających w głównym nurcie. Oznacza ono te media, które między innymi poprzez procesy konsolidacji i kartelizacji, zaczynają dominować na rynku. Monopolizują w przestrzeni publicznej przekaz informacyjny oraz kanalizują komunikację społeczną. W ten sposób następuje homogenizacja, czyli ujednolicanie wizji otaczającej rzeczywistości jej oceny i „właściwych” społecznie poglądów weryfikowanych poprzez ideologię politycznej poprawności. Zjawisko to obrazowo można przedstawić jako zastępowanie różnorodności poglądów i opinii występujących w społeczeństwie, a wyraźnych przez solistów i zespoły kameralne wykonujące różne utwory przez orkiestrę, która choć składa się z wielu muzyków, to gra jednobrzmiącą melodię.
Przyglądając się części mediów, określanych jako media mainstreamowe, trudno nie zadać pytania, czy za modnym angielskim zwrotem nie kryje się rzeczywistość, która w Polsce dobrze znamy z czasów PRL? Wówczas panował monopol informacyjny, a prasa, radio i telewizja funkcjonowały jako aparat propagandy rzucony na „główny front ideologiczny”. Ówczesne najważniejsze media były integralną częścią systemu komunistycznego i pod kuratelą SB określały, co obywatele powinni wiedzieć, kto jest słuszny, a kto nie słuszny, jakie środowisko jest „właściwe”, a jakie „niewłaściwe”.
Media reżimowe walczyły z Kościołem, walczyły ze zbudowaną na fundamencie chrześcijaństwa tradycją kultury polskiej, niszczyły narodową, historyczną i religijną tożsamość Polaków. Dzieliły hierarchów na „postępowych” i „wstecznych” i wytyczały pole możliwej obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. Wypaczały sens misji Kościoła i chciały narzucać doktrynę, którą powinien głosić Kościół. Miały swoich „dyżurnych” i usłużnych teologów a nawet duchownych, których zadaniem było mącenie i sianie dywersji wśród ludzi wierzących. Media reżimowe w epoce stanu wojennego oskarżały opozycję, że jest „antysystemowa”, a działaczy „Solidarności” traktowały jak wrogów publicznych i określały mianem „ekstremy antypaństwowej”. Podjudzały i siały nienawiść, nawoływały do fizycznej eksterminacji osób uznanych za niewygodne. Na ich usługach była cała armia komentatorów, „autorytetów”, politologów, socjologów, psychologów społecznych, która określała, kto jest wrogiem, kto jest „słuszny”, a kto niesłuszny. Stosowane było nagminnie kłamstwo i manipulacja oraz zasada: jeżeli fakty przeczyły tezie propagandowej, to tym gorzej dla faktów.
Czy mentalność oraz niektóre metody i styl działania dzisiejszych dysponentów mainstreamowych mediów nie przypominają tamtych wzorców? A jeżeli tak, to dlaczego? Z prostego powodu, ich korzenie strukturalne i kadrowe tkwią w PRL. Na przykład jedno z mediów elektronicznych zostało założone przez gierkowskiego propagandzistę oraz pracownika komunistycznego MSW dorabiających na Zachodzie pod przykrywką firmy polonijnej. Założycielem innego jest inny tajemniczy b. biznesmen polonijny, posiadacz kilku paszportów na różne nazwiska, którego przeszłości nie ośmielił się badać żaden z „wybitnych dziennikarzy śledczych”. Czołową gwiazdą mediów mainstreamowych jest wywodząca się z rodziny peerelowskiego funkcjonariusza MSW dziennikarka, która karierę zaczynała w stanie wojennym w Radiokomitecie, a wówczas nie przyjmowano przypadkowych osób. Publicystą piszącym o lustracji w mainsteamowej gazecie był wyjątkowo gorliwy agent SB.
Ponadto obecny rząd „kupuje” przychylność najsilniejszych mediów. Wiele do myślenia daje Raport Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Wolności Słowa na temat wydatków ministerstw i KPRM na ogłoszenia i komunikaty w środkach masowego przekazu w latach 2008 – 2013, a więc w czasach rządów Tuska. W tym okresie łącznie centralne instytucje państwowe zarządzane przez rząd PO – PSL wydały na ten cel prawie 150 milionów zł, czyli średnio rocznie 24.9204.14,20 zł. Z tych pieniędzy pochodzących z podatków płaconych przez Polaków najwięcej otrzymały następujące media. Z dzienników ogólnopolskich: Gazeta Wyborcza 6.887.955,49 zł a Rzeczpospolita 4.377.411,62 zł; z tygodników: Polityka 603.092,80 zł a Newsweek Polska 562277,60 zł; ze stacji telewizyjnych: Telewizja Polska 30.850.895,15 zł, TVN 21.905.142, 70, a Polsat 9.952.573,91 zł.
Polacy mają oczywiste prawo, aby znać prawdę o ludziach, którzy dzisiaj kształtują opinię publiczną, a także wpływają na przebieg politycznych wydarzeń. Doświadczenia po 1989 roku wskazują, że jakość struktur wolnego państwa i demokracji jest w istotny sposób uzależniona od sposobu funkcjonowania systemu medialnego. Tymczasem w III RP dręczy się media „niepokorne”, a daje zarobić „swoim”. I czy potem można się dziwić, że tak zwane media mainstreamowe, które najwięcej korzystają z publicznych pieniędzy, raczej pozytywnie wyrażają się o rządzących?

Jan Maria Jackowski

Źródło: W Naszej Rodzinie 7-8/2015