Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

W Naszej Rodzinie – Rodzina patchworkowa

Jednej parze urodziło się maleństwo. Na pytania przyjaciół czy to dziewczynka, czy chłopiec, postępowi rodzice odpowiadali, że ich dziecko zadecyduje samo jakiej jest płci, gdy ukończy 18 lat… Ta nie tyle śmieszna, ale straszna historia dobrze ilustruje absurdy współczesności oparte na filozofii postmodernistycznej, która stanowi pożywkę dla ideologii gender.

Do tej pory byliśmy jednak przyzwyczajeni, że tego typu nowinki, nas nie dotyczą, ale są wizytówką „zgniłego Zachodu”. Tymczasem rząd Ewy Kopacz oraz Platforma Obywatelska w ostatnich tygodniach z ogromnym zaangażowaniem przepycha przez parlament regulacje niszczące fundamenty polskiej kultury zbudowanej na chrześcijańskiej tożsamości, a prezydent Komorowski, który deklaruje się jako katolik je popiera… Wpierw przeforsowano ratyfikację konwencji przemocowej otwierającą Polskę na neomarsistowską ideologie gender. Obecnie trwają prace nad ustawą o in vitro – która pod chwytliwym, ale fałszywym hasłem „leczenia niepłodności”, bo to wcale nie jest metoda lecznicza – w majestacie prawa dopuszcza niszczenie życia ludzkiego. W kolejce czeka ustawa, która zrównuje związki jednopłciowe z małżeństwem, łącznie z nadaniem im możliwości wspólnego opodatkowania.

Postmodernizm ideologiczny lokuje się wyraźnie w obszarze tradycji lewicowej Jest owocem spotkania myśli marksistowskiej, z jej metodologią, mesjanizmem, inżynierią społeczną oraz liberalnej koncepcji wolności i stosunków społecznych. Polem konfrontacji jest polityzacja tożsamości, dlatego walka polityczna staje się przede wszystkim walką kulturową. Postmodernizm postuluje wizję człowieka „wyzwolonego”, bez ojczyzny, bez stałych i niezmiennych wartości, bez pracy nad sobą, bez ideałów, poczucia tożsamości i bez wychowania, ponieważ każde wychowanie ogranicza i wypacza człowieka. Wszystko to postmoderniści określają mianem „fundamentalizmów”, które należy wykreślić z życia człowieka. Ostojami zaś tych „fundamentalizmów” są przede wszystkim: Kościół, szkoła i rodzina. Te instytucje znalazły się zatem pod szczególnym nadzorem postmodernistycznych ideologów.

Rodzina uczy, że istnieją odmienne role mężczyzny i kobiety, pozwala nabrać człowiekowi dystansu wobec zakusów administracji państwowej. Największym jednak „złem” rodziny jest to, że wpaja ona przyszłym obywatelom wyraziste postawy i poglądy, mogące naruszyć „kruchy demokratyczny consensus”, którego głównym fundamentem – według postmodernistów – jest sceptyczny dystans obywateli wobec wszelkich postaw, poglądów i tożsamości. Z tego powodu politycy, media, intelektualiści, a przede wszystkim opresyjne struktury współczesnego państwa powinny nieustannie czuwać, aby uniemożliwić rodzinie wpajanie dzieciom tożsamości, natomiast by je uczyć jedynie tolerancji, swobody, różnorodności oraz otwartości dla różnych postaw i stylów życia. Podobnej obróbce powinna być poddana szkoła i Kościół, aby ewentualnie ktoś, komu mimo wszystko nadano w rodzinie wyraziste poglądy został „przeprofilowany” przez te instytucje po ich całkowitym wpisaniu w globalny system.

Rodzina stała się dobrowolnym wyborem i przestrzenią „wyzwoloną” jej od tradycyjnych obowiązków.  Nowa definicja rodziny to najwyraźniej pokłosie koncepcji, które rozwijał angielski socjolog Jeffrey Weeks, piewca nowego modelu „rodziny z wyboru”. W takich rodzinach, tłumaczy Weeks, przyjaciele są tak samo ważni jak krewni. Do rodziny wchodzimy i z niej wychodzimy według własnego uznania. To zaś oznacza rozwody, seryjne małżeństwa, wolne związki, samotne rodzicielstwo, homozwiązki i adopcje dzieci prze takie pary, „alternatywny styl życia”. „Rodziny z wyboru” nie określają już więzy krwi, więzy małżeńskie czy adopcyjne, ale różnorodne związki i wspólne zamieszkiwanie godzących się na to, autonomicznych, dorosłych jednostek i ich potomstwa.

Zamiast rodziny naturalnej pojawiła się zatem „rodzina patchworkowa” czyli „posklejana” z fragmentów innych związków i rodzin. W ten sposób powstaje wspólnota składająca się z aktualnych i byłych współmałżonków, ich wspólnych dzieci i dzieci z różnych związków, teściów, szwagrów, rodzeństwa kilku kompletów dziadków, ciotek, wujów i stryjów.

Ks. Mansouar Labaky z Libanu już przed lata podczas Kongresu Rodziny opowiadał historię, która się wydarzyła pewnemu libańskiemu chłopcu, który chciał popełnić samobójstwo: „Olivier żyje w ciągłym rozdarciu. Raz jest w jednej rodzinie, raz w drugiej. Jego przyrodniego brata ze strony ojca nie łączy żadne pokrewieństwo z jego przyrodnią siostrą ze strony matki. Czy rozumiesz, że jest bratem przyrodnim dwojga dzieci, które nie są rodzeństwem? Uważa, że przerzucają go z jednego domu do drugiego jak piłeczkę tenisową i kiedy myśli o swoich przeszłych i aktualnych ojczymach, matkach, ojcach, macochach – to już ma dosyć tego slalomu. A na dodatek okazało się, że między matką a ojczymem jest źle, mówią już o rozwodzie.. Jeśli jego matka ponownie wyjdzie za mąż, jeżeli będzie miała trzecie dziecko z drugim ojczymem, Olivier będzie miał nowego przyrodniego brata, który także będzie przyrodnim bratem jego przyrodniej siostry. A jeżeli jego ojczym powtórnie się ożeni, jego dzieci będą przyrodnim rodzeństwem jego przyrodniej siostry, pozostając obcymi dla Oliviera. I jak to wszystko wybuchnie nie będzie żadnej rodziny, tylko jedna mgławica, w której nikt się już nie odnajdzie. Ale skoro w imię wolności zaakceptowaliśmy rozwody to rzecz jasna szukamy wyjścia i wysyłamy dziecko do psychiatry. Na to dziecko odpowiada: to wy idźcie do psychiatry, a nie ja! Ja z tym nie mam nic wspólnego!”.

W ten sposób rodzina patchworkowa przestaje być stabilną, niezawodną siłą zarówno dla swoich członków, jak i dla społeczeństwa. Efektem takiej koncepcji rodziny, w której każdy ma własne prawa sprzeczne z prawami rodziny, jest stworzenie atmosfery antagonizmu i wzajemnych roszczeń w porządku prawno-administracyjnym. Spory mają rozstrzygać instytucje społeczne bądź państwowe. W ten sposób w integralną wspólnotę, jaką stanowi rodzina, wdziera się czynnik zewnętrzny, który uzurpuje sobie prawo do kształtowania relacji wewnątrz rodziny.

 

Jan Maria Jackowski

Źródło: Miesięcznik  W Naszej Rodzinie 5/2015