Opublikowano w kategorii: Publikacje prasowe

MELDUNKOWE OBIECANKI CACANKI

Państwo rządzone przez PO – PSL nie jest ani sprawne, ani tanie. Przez ostatni roku znowu powiększyło się o blisko 10 tys. urzędników. Powołanie pełnomocników w ministerstwach to odwrócenie uwagi i klasyczna ucieczka od faktu, że przez 100 dni premier Kopacz nie zrobiła nic w sprawie realizacji zapowiedzi z exposé. Całe jej opowiadanie, jak to jest bliżej ludzi, okazuje się tylko propagandą – mianowanie kolejnych koleżanek na państwowe posadki czy kuriozalna sesja w jednym z dwutygodników, na której pani premier ma okulary warte 2000 zł, to dowody, jak następczyni Donalda Tuska jest oderwana od rzeczywistości.

Pod tym względem Ewa Kopacz kontynuuje politykę pustych obietnic, których mistrzem był Donald Tusk. Przez siedem lat bardzo wiele naobiecywał, a prawie nic nie zrealizował, a teraz trzeba wycofywać się z nich rakiem. Dzieci w takich sytuacjach mawiają: „Kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera”. Klasycznym przykładem jest sprawa obowiązku meldunkowego. W 2008 roku ówczesny premier deklarował, że zniesienie obowiązku meldunkowego to jest priorytet rządu. W 2010 roku została uchwalona nawet ustawa o dowodach osobistych, w świetle której od 1 stycznia 2015 roku miał obowiązywać nowy wzór tego dokumentu, bez podpisu właściciela, rysopisu, a także bez adresu zameldowania.

Od początku było wiadomo, że to kosztowny bubel, bo każdorazowo, gdy obywatel będzie załatwiał coś w banku, urzędzie, odbierał awizo na poczcie, podpisywał umowę na internet, telefon czy telewizję, będzie musiał udać się do urzędu gminy i uzyskać – obecnie za 17 zł! – zaświadczenie o miejscu zamieszkania. Usunięcie danych o meldunku bardzo utrudniłoby zainicjowanie postępowania sądowego. Nie byłoby też jasne, jak byłyby tworzone listy wyborców czy okręgi jednomandatowe w wyborach do Senatu. W końcu grudnia rząd przeforsował przez parlament ustawę opóźniającą wejście w życie nowego wzoru dowodu osobistego o dwa miesiące, bo okazało się, że administracja jest nieprzygotowana do zmiany. Jednocześnie okazało się, że cały ten nowy dowód jest bez sensu, ponieważ Komitet Stały Rady Ministrów opowiedział się za utrzymaniem obowiązku meldunkowego w obecnej formie. W ten sposób trzeba będzie nowelizować kolejne ustawy, bo już wiadomo, że od 1 stycznia 2016 roku – tak jak było zaplanowane – nie będzie zniesiony obowiązek meldunkowy. Eksperci rządowi stwierdzili, że zniesienie meldunku wymagałoby zmiany ponad 100 ustaw i rozporządzeń. Przyznali, że adres zamieszkania jest niezbędny do realizacji m.in. organizacji wyborów, planowania obwodów szkolnych, realizacji powszechnego obowiązku obrony, określania funduszy sołeckich i subwencji dla gmin, kontroli legalności pobytu cudzoziemców. W ten sposób został ośmieszony rząd PO – PSL, który potrzebował sześciu lat, by dojść do oczywistego wniosku dla każdego, kto zna realia polskiej biurokracji oraz korupcję i nieudolność rządu w dziele informatyzacji administracji, że w naszych warunkach zniesienie meldunku oznaczałoby chaos.

Dlatego podczas ostatniego posiedzenia Senatu zaproponowałem poprawkę, by opóźnić wejście nowych dowodów o rok, tj. od 1 stycznia 2016 roku. Ostatnie problemy z systemami informatycznymi w MSWiA, ZUS czy PKW każą powątpiewać, czy mimo wszystko rządowi uda się wdrożyć ten system i uruchomić od 1 marca 2015 roku. I wtedy rząd miałby czas, by posprzątać bałagan, który sam wprowadził, i zharmonizować zmiany oraz zostawić dowód osobisty z danymi, które się w nim znajdują obecnie. Większość senacka z PO odrzuciła jednak tę poprawkę, godząc się na to, że nowy dowód osobisty będzie źródłem pasma problemów obywateli i będzie im utrudniał życie.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 27 grudnia 2014